MONO w Warszawie

relacja - 02.12.2014 01:05

18 listopada postrockowy kwartet MONO rozpoczął koncertem w Warszawie kolejną trasę po Europie.

Hydrozagadka - to budzi wspomnienia! Gdy tylko weszłyśmy do tego klubu, jak żywe stanęły nam przed oczami sceny z koncertu Ra:IN sprzed kilku lat. Wróciło też wspomnienie obopólnej radości muzyków i publiczności - tych pierwszych z grania, a tych drugich z odbioru muzyki, generalnie uczucie zadowolenia ze świetnego koncertu. Wiedziałyśmy, że w tym przypadku będzie podobnie.

Jednak na MONO trzeba było jeszcze trochę poczekać, gdyż najpierw jako support wystąpiła Helen Money. Nie było to jej pierwsze spotkanie z tym zespołem – współpracowała z nim już przy kliku płytach, w tym A Hymn to the Immortal Wind. Zaprezentowane utwory opierały się na przesterowanych dźwiękach wiolonczeli, zmodyfikowanych dodatkowo innymi licznymi efektami, co kreowało dosyć agresywne i surowe brzmienie. Mimo lekkiej niepewności wynikającej, jak powiedziała, ze stosunkowo długiej przerwy w graniu koncertów, artystka została bardzo życzliwie przyjęta przez zgromadzoną publiczność.

Po krótkiej przerwie na scenie pojawiło się wyczekiwane niecierpliwie MONO. Rozpoczęta koncertem w Warszawie trasa promowała niedawno wydane albumy The Last Dawn i Rays of Darkness, ale muzycy zagrali także piosenki z wcześniejszych wydawnictw. Większość tych bardziej znanych pochodziła ze wspomnianego albumu Hymn to the Immortal Wind i witano je z wyraźną radością. Sam koncert zaczął się łagodnymi taktami Recoil, Ignite, lecz stopniowo utwór nabierał mocy, by następnie niemal bez żadnej przerwy przejść w kolejny.

Trudno opisać to, jak muzyka MONO brzmi na żywo. Trudno też opisać reakcję publiczności inaczej, niż używając słów takich jak "zatopienie w muzyce" czy wręcz "trans". Z pozoru każdy z obecnych zdawał się przezywać koncert osobno, jakby zapadając się w swoje wnętrze, jednak równocześnie można było zauważyć, że ruchy zgromadzonych przy scenie ludzi były niemal takie same. Bywały momenty, że wszyscy kiwali głowami w tym samym rytmie, jakby kierowani pociągnięciami sznurka.

Sami członkowie zespołu zachowywali się podobnie. Z pozoru prawie się ze sobą nie kontaktowali, przez cały występ nie odzywali się do zebranych ani słowem, z rzadka jedynie rzucali na nich poważne spojrzenie. Mimo to ich dopasowanie zdaje się być doskonałe, a muzyka płynie niezakłócona, snując opowieść. Wraz z ostatnią zagraną nutą to się jednak zmienia. W ten wtorkowy wieczór też tak było: cała czwórka radosnymi uśmiechami dziękowała fanom za żywiołowy aplauz i oklaski, za wspólnie spędzony czas. Trochę szkoda tylko, że z powodu niskiej sceny nie było zbyt dobrze widać, jak muzycy przeżywają swoją muzykę, co zawsze jest wspaniałym dopełnieniem całości.

Z poprzednich koncertów MONO – a to był trzeci występ tej grupy, na którym byłyśmy – wychodziłyśmy zmęczone, i to bynajmniej nie koncertowymi szaleństwami. To raczej sama muzyka, krążąc po sali i otulając szczelnie wszystkich zebranych, wysysała po trochu energię, zmuszając do stania niemal nieruchomo i skłaniała do kontemplacji. Użycie słów takich jak "katharsis” czy "medytacja” byłoby jak najbardziej na miejscu. Tym razem było jednak inaczej. Po przeżyciu wypełnionych szczelnie dźwiękami mniej więcej dziewięćdziesięciu minut wyszłyśmy z klubu bardzo odprężone i uspokojone, mimo że odbiór muzyki nie różnił się od dwóch poprzednich razów. Czyżby to właśnie była siła nowych utworów?

Bezdyskusyjnie warto przyjść na występ MONO. Twórczość tego zespołu, wykonywana i przeżywana na żywo, stanowi zupełnie odmienną jakość. Dlatego z niecierpliwością czekamy na kolejną wizytę kwartetu w Polsce.


Setlista:

01. Recoil, Ignite
02. Burial at Sea
03. Kanata
04. The Hands That Holds The Truth
05. Pure as Snow
06. Cyclon
07. Halcyon
08. Ashes in the Snow
09. Where We Begin
powiązani artyści
powiązane koncerty i wydarzenia
MONO 18/11

MONO
Warszawa - Poland
Hydrozagadka
komentarze
blog comments powered by Disqus
powiązana galeria
reklamy
  • Chaotic Harmony