Wywiad z HOTEIem przed europejską trasą w 2016 roku

wywiad - 01.08.2017 02:01

JaME złapało HOTEIa przed rozpoczęciem europejskiej trasy koncertowej promującej jego nowy album, "Strangers".

Przed rozpoczęciem europejskiej trasy koncertem w amsterdamskim Paradiso, JaME miało okazję porozmawiać z HOTEIem o najnowszym albumie Strangers, trasie koncertowej i jego życiu w Londynie.


Niedawno zagrałeś koncert w londyńskiej Islington Assembly Hall. Jak poszło i co o nim myślisz?

HOTEI: Bardzo mi schlebiało, że tak wiele osób przyszło zobaczyć mój występ. Odbył się on, by uczcić mój debiutancki, zagraniczny album, zagrałem więc wszystkie utwory z niego. Byłabyś zaskoczona widząc, jak żywo reagowała publiczność! Po raz kolejny upewniłem się, że występy na żywo to najlepszy sposób, by dzielić się moją muzyką.

Noko i Shea Seger znaleźli się wśród artystów, którzy towarzyszyli ci na koncercie w Islington. Kto wystąpi z tobą podczas europejskiej trasy i dlaczego?

HOTEI: To będzie Cliff Hewitt na perkusji, Noko na basie i ja, jako trzyosobowy zespół. To będzie bardzo kameralny skład i wydaje mi się, że im mniejszy zespół, tym bardziej intensywne brzmienie jesteśmy w stanie stworzyć. Jednakże oni obaj są z zespołów maksymalnie wykorzystujących różne technologie, więc kiedy zamkniesz oczy, nie uwierzysz, że na scenie są tylko trzy osoby.

Czego spodziewasz się po tej europejskiej trasie?

HOTEI: Grałem w Berlinie kilka razy, ale to będzie mój debiut w Paryżu i Amsterdamie. Nie mogę się doczekać, by zobaczyć moich fanów w każdym z tych miast. Zespół nadaje teraz na tych samych falach, więc nie mogę się doczekać, by zobaczyć reakcję wszystkich.

Jak powstał koncept i tytuł Strangers? Kim są ci ‘obcy’?

HOTEI: W Japonii mam za sobą już długą karierę, ale jestem zupełnym nowicjuszem na światowym rynku. Nadal będę Japończykiem, choćby nie wiem co, ale mieszkając już kilka lat w Londynie, zacząłem zdawać sobie sprawę, że nie jestem taki wyjątkowy. Wszyscy żyją jako ‘obcy’ o odmiennej tożsamości, stąd właśnie wziął się tytuł.

Na Strangers zaprosiłeś gościnnych wokalistów, zamiast śpiewać samemu. Co wpłynęło na tą decyzją? Czy powrócisz do śpiewania w przyszłości?

HOTEI: Kiedy zdecydowałem się na podbój globalnego rynku, chciałem skupić się na mojej gitarze, będącej moją główną ‘bronią’ w tej walce. Dało mi to wiele sposobności współpracy z różnymi wokalistami i muzykami. Poprzez udział wyróżniających się muzyków, mogę pokazać szerszy zakres moich umiejętności jako gitarzysta, a także jako kompozytor. Ale nie myślcie proszę, że zarzuciłem śpiewanie. Kiedy przyjdziecie na mój koncert, zobaczycie mnie śpiewającego! Spodziewając się wielu Japończyków na widowni, będę śpiewał także po japońsku.

Jak przebiegała współpraca z innymi artystami?

HOTEI: Przy współpracy z Iggym Popem zabrałem gitarę i przygotowany kawałek do Miami. Postrzega się go jako dość dzikiego, ale jest wręcz przeciwnie, jest uprzejmy i bardzo inteligentny. Nie ma słów mogących opisać, jak oszołomiony byłem, widząc mojego idola śpiewającego moją piosenkę tuż przede mną. Z Richardem Z. Krupsem z Rammsteinu (tak przy okazji, ma teraz swój własny zespół Emigrate), zaczęliśmy od spotkań na Skypie, potem wirtualnie wymienialiśmy się kawałkami. Jak wygodne jest to teraz – nie musisz być w tym samym pokoju! Po prostu wymieniasz dane za pośrednictwem internetu! Z Mattem Tuckiem z Bullet for My Valentine spotkaliśmy się w studio i osobiście odbyliśmy twórczą dyskusję. To była jego pierwsza współpraca z kimś spoza jego zespołu, był więc nieco zdenerwowany, ale szybko poczuliśmy wspaniałą chemię pomiędzy nami, dokończenie utworu zajęło więc tylko kilka dni. Kawałek Kill to Love You został oparty na wyobrażeniu Quentina Tarantino reżyserującego film z Jamesem Bondem.

Jaki moment z nagrywania Strangers najbardziej zapadł ci w pamięć?

HOTEI: Spędziłem całe dwa lata nagrywając ten album. Jestem do niego najbardziej przywiązany, ponieważ nigdy wcześniej nie spędziłem tyle czasu na robieniu albumu! Jest tak wiele wspomnień, ale jeżeli mam wybrać jedno — to był moment, kiedy Iggy pojawił się topless w swoim RollsRoysie! To było wejście prawdziwej gwiazdy rocka!

Piosenka Battle Without Honor Or Humanity z filmu “Kill Bill” także znalazła się na twoim najnowszym albumie. Dlaczego została uwzględniona?

HOTEI: Prawie wszyscy znają tę piosenkę, ale niezbyt dużo ludzi zna moje imię. Nawet jeżeli ktoś nie oglądał „Kill Billa”, ten kawałek był wykorzystywany w reklamach telewizyjnych, programach sportowych i trailerach innych filmów. Miałem takie zdarzenie w taksówce, dzwonek telefonu taksówkarza to był ten kawałek! Na festiwalu publiczność była bardzo cicho i wydawała się z początku dosyć zdystansowana, ale kiedy zacząłem grać ten numer, wszyscy wstali. Niektóre osoby podchodziły do mnie po koncercie, mówiąc “Ten cover “Kill Billa” był super!”. Tak, jestem najlepszy w coverowaniu tej piosenki! (uśmiech) Ten utwór to moja złota karta biznesowa, dlatego zdecydowałem się ją uwzględnić jako ponowne przedstawienie siebie.

Przeniosłeś się do Londynu w 2012 roku. Jak się tam żyje w porównaniu do Tokio? Czy doświadczyłeś jakiegokolwiek szoku kulturowego?

HOTEI: Ponieważ jestem bardzo wysoki jak na Japończyka, gdziekolwiek pójdę, wyróżniam się z tłumu. Dlatego nie korzystam z publicznego transportu i zawsze jestem świadomy tego, że ludzie na mnie patrzą. Jednakże w Londynie mogłem na nowo odnaleźć wolność, pozwalającą mi na jeżdżenie komunikacją, wykorzystując moją kartę Oyster! Tokio jest bardzo dobrze zorganizowanym miastem. Czasami napotykam na niedogodności w Londynie. WiFi jest bardzo wolne! Ale mam silne wrażenie, że gdy zbyt mocno przyzwyczaisz się do przebywania w wygodnym środowisku, w jakiś sposób stracisz poczucie bycia człowiekiem. Bardzo cieszę się życiem tutaj z dużą ilością zieleni. A także, z ‘deszczem’, ‘rybą z frytkami’ i z bawieniem się z wiewiórkami w parku!

Czy mieszkanie w Londynie zmieniło cię w jakikolwiek sposób?

HOTEI: Myślę, że jestem znacznie spokojniejszy od kiedy zacząłem tu mieszkać. Może dlatego, że tempo tego miasta jest wolniejsze niż Tokio? Ma to też wpływ na tworzenie muzyki. Jest dużo prostsza, z większym naciskiem na gitarowe riffy. Jednak mam problem z poprawieniem mojego angielskiego! Czy znasz dobrego nauczyciela? (uśmiech)

Czego ci najbardziej brakuje z Japonii?

HOTEI: Moich fanów! Ale w tym roku przypada trzydzieści pięć lat mojej kariery i mam wielkie plany odnośnie tras. Nie tęsknię za bardzo za jedzeniem. Gdybym miał wybrać jedno – węgorz! Idę prosto do restauracji, gdzie podają węgorze, kiedykolwiek wrócę do Tokio.

W wywiadzie dla BBC powiedziałeś, że w Londynie miałeś czas, by ponownie przemyśleć swoje marzenia. O czym marzysz teraz? Czy się to zmieniło i w jaki sposób?
    
HOTEI: Moim marzeniem jest znaleźć wielbicieli mojej muzyki na całym świecie i zagrać dla nich koncert. Teraz, z moim albumem, stoję na linii startu, następnym krokiem jest pracowicie grać koncerty i zdobywać fanów — jednego po drugim. Wiem, że to wymaga czasu, ale jest to jedyny sposób, czego nauczyłem się w trakcie mojej kariery. Jestem więc w samym środku mojego marzenia!

Jak się czujesz, gdy ludzie nazywają cię gitarową legendą?

HOTEI: Czuję dużą presję, by sprostać ich oczekiwaniom, ale będę się starał, aby być ich ulubionym gitarzystą!

Czy masz wiadomość dla czytelników JaME?

HOTEI: Nie mogę się doczekać, by was niedługo zobaczyć! Proszę, przyjdźcie na mój gitarowy koncert! Mogę zapewnić, że wam się spodoba. Gwarantuję najlepsze gitarowe brzmienie i taneczne rytmy! Dołączcie do nas na intymny i unikalny show. O, i nie zapomnijcie także posłuchać albumu Strangers przed koncertem.


Więcej informacji szukaj na Facebooku, Twitterze i oficjalnej stronie HOTEIa.

JaME chciałoby podziękować HOTEIowi i jego managementowi za możliwość przeprowadzenia tego wywiadu.
powiązane wydawnictwa
powiązani artyści
komentarze
blog comments powered by Disqus
reklamy