Fuki Commune - Welcome!

recenzja - 04.05.2017 02:01

Fuki i Mao podtrzymują ogień LIGHT BRINGER w niespodziewanie nostalgicznej podróży.

Fuki nie jest typem osoby, która będzie siedziała w miejscu i robiła wszystko po najmniejszej linii oporu. Dlatego gdy jej zespół LIGHT BRINGER w grudniu 2014 zadeklarował wstrzymanie działalności na czas nieokreślony, było tylko kwestią czasu, kiedy pojawi się jej nowy projekt. Nie stało się to jednak od razu i wokalistka spędziła 2015 rok skupiając się na Unlucky Morpheus i występach jednorazowych, wliczając w to dziewiąte opus Sound Horizon Nein. Potem, w kwietniu bieżącego roku, Fuki ogłosiła projekt Fuki Commune, którego debiutancki album Welcome! został wydany 22 czerwca.



Choć jest to pozornie solowy projekt, fani LIGHT BRINGER powinni być pocieszeni faktem, że dziewięć z jedenastu utworów na albumie napisał i wyprodukował klawiszowiec zespołu, Mao. Ponadto, jeśli przesłuchaliście pierwszy singiel Kagayaku yoru e youkoso! i martwiliście się, czy Fuki zmieniła obiekt muzycznego zainteresowania na syntezatorowy poprock, możecie być pewni, że utwór ten jest przykładem ilustrującym zawartość albumu.



Przez sporą część Welcome! nawiązuje do wczesnych wydawnictw LIGHT BRINGER, w których balansował on między melodyjnym power metalem i syntezatorowym jpopem. Wakai Nozomu, współpracujący zwykle z Mao, był gitarzystą gościnnym na większości utworów i wyjątkowo popisał się w Aoi kisetsu ni oraz Mirai. Utworem, który prawdopodobnie zadowoli większość weteranów LIGHT BRINGER, jest zamykający Sail on my love, gdzie na gitarze gościnnie występuje ISAO z Kami Band BABYMETAL. Mimo balladowego tytułu, utwór jest prawdopodobnie najbardziej “metalową” propozycją na tym albumie.



Obok utworów Mao album zawiera również dwie piosenki, które Fuki nagrała jako utwory tematyczne do gier visual novel. Pierwsza z nich, Asa na asa na, został niestety wybrany, by znaleźć się w połowie płyty. I choć nie jest to najgorszy z utworów na Welcome! - nie posiada on żadnych poważnych braków - to ponieważ jest balladą, dość dziwnie przerywa jednolicie szybkie utwory Mao. Karui zake setsugekka pasuje do porządku o wiele bardziej i chwali się świetnym gitarowym solo, nagranym prawdopodobnie przez kompozytora utworu MACARONI☆.



Niektórzy mogli zauważyć, że ta recenzja nie komentuje wokalnego występu Fuki. Powód jest dość prosty. Jest niewiele rzeczy na świecie, które mogą zostać uznane za pewnik, ale jedną z nich jest nienaganny śpiew wokalistki. “I’ll never let you down!” (przyp. tłum. “Nigdy cię nie zawiodę!”), śpiewa w utworze o tym samym tytule i przez jedenaście lat kariery jeszcze tego nie zrobiła.
powiązane wydawnictwa
powiązani artyści
komentarze
blog comments powered by Disqus
reklamy