Wywiad z GYZE na Pure Rock Japan

wywiad - 05.07.2017 02:01

"No live, no life"

Nieco ponad miesiąc temu reporterki polskiego JaME podczas odbywającego się w Kawasaki festiwalu Pure Rock Japan spotkały się z grającym melodic death metal triem GYZE. Występ zespołu z Hokkaido otwierał ten metalowy festiwal, odbywający się nieregularnie już od niespełna 20 lat, a w którym w tym roku udział wzięli również Aldious, Matenrou Opera oraz Galneryus. Gdy się spotkaliśmy, członkowie zespołu właśnie zeszli ze sceny po bardzo energetycznym i dobrze przyjętym przez publiczność koncercie. Zmęczeni i w kompletnie rozmazanych makijażach byli jednak nadal nabuzowani po występie i bardzo chętnie odpowiadali na nasze pytania, dotyczące głównie ich doświadczeń związanych z szybkim stawaniem się jednym z najbardziej rozpoznawalnych w świecie zespołów metalowych pochodzących z Japonii.


Niedawna europejska trasa, z zespołami Battle Beast i Majesty, była chyba waszym największych dotychczasowym przedsięwzięciem. Jak było? Jak wam się podobało mieszkanie przez półtora miesiąca w autokarze?

Ryoji: No cóż, nie mieszkaliśmy w tym samym autokarze, co Majesty i Battle Beast, mieliśmy własny GYZE-autokar.

No tak, niemniej jednak spędziliście w nim półtora miesiąca, a więc jak to było?

Ryoji: Tak naprawdę było świetnie. Mógłbym tam spać codziennie. Myślę, że pozostali też.
Shuji: Nie! (Aruta i Ryoji wybuchają śmiechem). Codziennie źle się czułem.

Chrapali?

Shuji: Tak, straszliwie hałasowali.
Ryoji: Och, czyżby? (wszyscy się śmieją) Twierdzi też, że codziennie waliłem w jego łóżko.

Ach, no tak, jak to bracia - codziennie walki w nocy...

Ryoji: Haha, tak. Ale nie mieliśmy problemów. No i zaprzyjaźniliśmy się z Battle Beast i Majesty.

Czy któryś z koncertów albo jakieś wydarzenie z trasy szczególnie zapadło wam w pamięć?

Shuji: Mnie najbardziej zapadł w pamięć koncert we Francji, w Paryżu. Graliśmy na statku, nad rzeką. Było pięknie i zupełnie inaczej niż w Japonii.
Aruta: Dla mnie też był to Paryż. W mangach często pokazywane są francuska opera czy francuskie bale, więc zobaczenie tego naprawdę robi wielkie wrażenie.
Ryoji: Dla mnie najbardziej zapadającym w pamięć miejscem była Barcelona. Moim pierwszym bohaterem, gdy miałem 5 lat, był Vega ze "Street Fightera", a on urodził się właśnie w Barcelonie. Poza tym hiszpańscy fani są szaleni, pełni energii. Niestety, podczas występu w Barcelonie mieliśmy problem na scenie, więc tym bardziej zapadło mi to w pamięć. Bardzo mnie to zmartwiło, po koncercie nawet płakałem. Ale następnego dnia po Barcelonie graliśmy w Madrycie i tym razem udało nam się zagrać idealnie, więc było świetnie. No i był jeszcze festiwal Metal Diver w Niemczech. I oczywiście Polska! Mamy w Polsce sporo fanów, było super, z wieloma z nich rozmawialiśmy po koncercie.

Wracając do Japonii - na waszym ostatnim albumie, Northern Hell Song, poruszacie tematykę Ajnów, rdzennych mieszkańców Hokkaido. Skąd wziął się ten temat?

Ryoji: Od 2015 roku, od kiedy zagraliśmy z Children of Bodom i Carcass w Azji, a potem pojechaliśmy do Niemiec, zdobywamy doświadczenie w światowych trasach. Stwierdziliśmy, że musimy jakoś promować nasz kraj. Heavy metal narodził się w Europie, to europejska kultura. Kochamy heavy metal, ale jednak zachowujemy silną identyfikację z Japonią, z Hokkaido, dlatego użyliśmy słów Ajnów - rdzennych mieszkańców. Ale wiesz, nasze piosenki zawierają też elementy enki, tradycyjnej japońskiej muzyki pop, no i trochę rosyjskich melodii. W zasadzie to japoński pop powstał pod wpływem rosyjskiej muzyki folkowej, szczególnie pop z ery Showa. Wiesz, uczyłem się historii japońskiej muzyki. Dlatego to wszystko się tam znalazło.

No tak, w swojej muzyce nawiązujecie do Hokkaido i ogólnie Japonii. Czy to dlatego, że czujecie tak silną więź z miejscem pochodzenia, czy to tylko zabieg artystyczny?

Ryoji: Tak, jesteśmy dumni z naszego miejsca pochodzenia. Hokkaido jest bardzo inna [od Honsiu], to najbardziej wysunięta na północ wyspa Japonii, więc często pada tu śnieg - prawie 5 miesięcy w roku, czasami jest go prawie za dużo. Jest tam mnóstwo natury, różne zwierzęta i drzewa. Na Hokkaido wszystko jest inne niż na Honsiu. Jestem dumny z naszego rodzinnego miasta, tak, nawet jeśli nie ma zbyt długiej historii, istnieje stosunkowo od niedawna. Wiesz, Ajnowie pochodzili oryginalnie z Syberii, nie byli Japończykami. Gdy w erze Edo ludzie z Honsiu zaczęli zasiedlać Hokkaido, to wprowadzili tam japońską kulturę, bo wcześniej te tereny nie były tak naprawdę Japonią. My sami jesteśmy Japończykami, a nie Ajnami, ale mamy bardzo duży szacunek zarówno dla natury, jak i dla kultury Ajnów.

Na Northern Hell Song można usłyszeć głosy waszych fanów oraz gościnnego gitarzystę...

Ryoji: Tak, zwycięzcę konkursu!

Czy to w jakiś sposób sprawiło, że nagrywanie tego albumu było inne niż do tej pory?

Shuji: Oczywiście, ale tak jest zawsze jak nagrywamy... Ja nie cierpię nagrywania. To dlatego, że Ryoji jest strasznie spartański.
Ryoji: Tak, jestem dyktatorem! Gdy tylko rozpoczynamy nagrywanie, zmieniam się w dyktatora. (wszyscy się śmieją)
Shuji: Tak, dlatego nagrywanie kojarzy mi się z dużą ilością negatywnych myśli. Ale płyta brzmi dobrze, więc ostatecznie jestem zadowolony.
Aruta: Dla mnie to nie było nic szczególnie innego, ale chyba dobrze poszło nam nagrywanie z fanami. Z kolei bonusowy kawałek, Moonlight Sonata, był bardzo trudny i podchwytliwy. Ale udało nam się nagrać go w jeden dzień, więc jestem z tego bardzo dumny. Poza tym nie czuję, żeby nagrywanie wiele się różniło od poprzednich, było dość normalne.
Ryoji: O tak, nagle powiedziałem im: 'Na jutro przyślijcie mi materiały do Moonlight Sonata!'. Shuji chyba myśli tak samo jak Aruta, to był bardzo trudny utwór.

Album wyszedł na razie tylko w Japonii, czy możemy się spodziewać europejskiego wydania?

Ryoji: Nasz pierwszy i drugi album były wydane we Włoszech, niestety mieliśmy tam niewielką promocję, dlatego musieliśmy zmienić wytwórnię. W tamtych czasach mieliśmy też wytwórnię w Japonii, a więc dwa pierwsze albumy wyszły tutaj pod Victor Entertainment, ale Northern Hell Song był już wydany pod Universal Music. W zasadzie to szukamy teraz wytwórni w Europie, więc jeśli są tam jakieś dobre, to dajcie nam znać! (śmieje się) Ale tak, w dzisiejszych czasach jest internet, także wiesz, wytwórnie tracą na znaczeniu, ich sprzedaż nie jest najlepsza, nawet w Japonii. Szczególnie w ostatnich latach, od kiedy pojawiły się Spotify i Apple music.

W składzie zespołu jest dwóch braci: Ryoji i Shuji. Czy myślicie, że ta relacja pozwala wam lepiej się zrozumieć i razem współpracować, czy wręcz przeciwnie - ciągły kontakt w zespole i w sytuacjach rodzinnych powoduje dodatkowe napięcia?

Shuji: Bardzo, bardzo długo ze sobą walczyliśmy. Jesteśmy braćmi, ale on jest też liderem, więc cały czas myślałem "czy to brat? czy to lider?". Ale podczas europejskiej trasy musieliśmy każdego dnia spędzać razem czas i razem pracować. Zobaczyłem innego Ryojiego i innego Arutę, i bardziej ich polubiłem.
Ryoji: Tak, kiedy zakładaliśmy zespół, nasze relacje były bardzo złe, ciągle się kłóciliśmy, nawet na scenie czy w studio, po prostu ciągle. On był ciągle na nie. (Shuji się śmieje) Ale tak było wcześniej, teraz nasze relacje są bardzo dobre, z Arutą też - czuje się niemalże jakbyśmy byli rodziną.

To moje następne pytanie do Aruty - czy nie czujesz się przez to czasem dziwnie? W końcu oni są braćmi i czasami spierają się, jak to bracia, a ty patrzysz na to z boku...

Aruta: Gdy przyłączyłem się do zespołu, to było trochę strasznie, nie wiedziałem, co się dzieje, bo nawet w trakcie naszego drugiego spotkania oni zaczęli tłuc się na pięści, ale przyzwyczaiłem się do tego, no i szanuję ich jako braci i jako muzyków, a obecnie nasze relacje są bardzo dobre, więc nie ma problemu.
Ryoji: O tak, podczas naszego drugiego spotkania z Arutą nasza dwójka strasznie się pobiła, ale tak naprawdę - wiesz, pięści, kopanie, połamane instrumenty i takie tam.

Ok, Ryoji, wiem że bardzo lubisz wędkować - to dość zaskakujące hobby na muzyka metalowego - wasza muzyka jest szybka i głośna a wasze koncerty pełne energii, podczas gdy mi wędkowanie kojarzy się z niekończącym się przesiadywaniem w ciszy...

Ryoji: Nie wiem, czemu to lubię. Lubię zwierzęta, szczególnie węże, jaszczurki i ryby. Gdy byłem dzieckiem, zawsze wszędzie szukałem zwierząt, nauczyłem się też wędkować. Później, gdy miałem 20 lat, przeprowadziłem się z Hokkaido do Tokio i wydało mi się ono zbyt zabiegane, do tego te wszystkie budynki i beton, tęskniłem za naturą i rzekami, więc chciałem łowić ryby, mieć kontakt z naturą, z górami, a wędkowanie lubiłem już wcześniej, przed przeprowadzką do Tokio. Wędkowanie to moje życie. Oczywiście gitara też! I muzyka! Moja gitara to niemalże moja rodzina... ale wędkowanie to moja największa pasja. W zeszłym roku byłem nad rzeką 6 razy w jednym tygodniu. Pozostała dwójka też jeździ nad jeziora łowić ryby.

Myślisz, że są jakieś cechy wspólne, które łączą granie muzyki i wędkowanie?

Ryoji: Wydaje mi się, że chodzi o koncentrację. To bardzo ważne, łowiąc ryby jestem bardzo skoncentrowany, a gdy gram na scenie też bardzo się koncentruję. To trochę to samo, ale gdy łowię ryby, jestem bardziej zrelaksowany, tego nie robi się na pokaz - gdy jesteśmy na scenie, zawsze ktoś na nas patrzy. A więc to jest trochę różne, ale trochę podobne.

Dużo podróżowaliście i zagraliście w wielu miejscach i na wielu festiwalach, a czy są jeszcze jakieś wydarzenia lub miejsca, w których chcielibyście zagrać, ale jeszcze nie mieliście okazji?

Shuji: Wacken i Hellfest.
Aruta Tuska Open Air.
Ryoji: Musimy zagrać na każdym metalowym festiwalu na świecie. Ten festiwal, Pure Rock Japan, to dla mnie idealny rodzaj imprezy, tak samo Summer Breeze, na którym graliśmy w zeszłym roku, to idealne miejsce. Każdego roku nasze marzenia się spełniają. Naszym marzeniem teraz jest wystąpić na Wacken na głównej scenie jako główna gwiazda.

A co z waszymi inspiracjami muzycznymi? Na co dzień słuchacie metalu czy innej muzyki?

Shuji: Journey! (zaczyna nucić "don't stop believing..."). I Rasmus, z Finlandii.
Ryoji: W Finlandii i Skandynawii jest wiele dobrych zespołów. Ja lubię też polskiego Behemota.
Aruta: U mnie thrash metal i brutal death metal. A lubię Vadera i Behemotha. I jeszcze Decapitated.
Ryoji: Moje inspiracje muzyczne zaczęły się od enki i muzyki klasycznej, w szczególności pianistów. Zanim sam zacząłem grać muzykę zainspirował mnie KISS, po obejrzeniu klipów KISSu sam zapragnąłem zostać gwiazdą rocka. Potem grałem w zespole punkowym, gdy miałem 11 lat zacząłem uczyć się gry na gitarze klasycznej, a potem na elektrycznej gdy zapragnąłem założyć własny zespół. Ale tak, dla mnie to głównie enka. Lubię też słowiańską muzykę, tradycyjną muzykę rosyjską i ukraińską (zaczyna grać na gitarze Korobeiniki). Stąd czerpię inspirację i staram się trochę tego smaku nadać naszym piosenkom, słychać to na przykład w Blood Thirsty Prince (zaczyna grać intro), albo ten kawałek (gra inny fragment) - tu jest trochę muzyki kozackiej. Ciągle uczę się światowej muzyki, aktualnie bardzo interesuje mnie tango i brzmienia południowoamerykańskie.

A jakie macie plany na najbliższą przyszłość? Kiedy możemy spodziewać się was z powrotem w Europie?

Ryoji: Niebawem zagramy na dużym festiwalu, ale to na razie tajemnica, więc więcej nie powiem. Być może wrócimy do Europy, wiesz, mamy kontrakt z Dragon Productions z Niemiec, a poza tym chcemy być sławni w Europie i na całym świecie. I oczywiście w Japonii też! W przeszłości nie graliśmy zbyt wielu koncertów w Japonii, zaledwie kilka, dlatego teraz czujemy, że musimy zagrać tutaj więcej. W każdym razie ja chcę grać koncerty codziennie. Jeśli znacie jakieś dobre festiwale, to dajcie nam znać!

To chyba pasuje Shujiemu, wspomniałeś w końcu, że nie lubisz nagrywać w studio i wolisz grać koncerty, nie?

Shuji: Tak, moim życiowym motto jest "no live, no life" ("bez koncertów nie ma życia"). Moje życie to "live".
Ryoji: W moim przypadku, o ile tylko będę mógł jechać codziennie nad rzekę, to mogę grać koncerty każdego dnia do końca życia.



Podziękowania dla Michała i Martina za pomoc w wywiadzie!
powiązane wydawnictwa
powiązani artyści
powiązane koncerty i wydarzenia
GALNERYUS 28/05

GALNERYUS
Kawasaki - Japan
CLUB CITTA'
komentarze
blog comments powered by Disqus
reklamy