Boredoms - Seadrum/House of Sun

recenzja - 12.11.2017 01:01

Na wydany w 2004 roku album noiserockowy zespół Boredoms napisał dwa zupełnie różne utwory.

Wszyscy zainteresowani eksplorowaniem świata japońskiej muzyki spoza ogromnie popularnego świata rocka i popu, muszą być przygotowani na wyjście kilka kroków poza strefę komfortu, w kierunku niektórych bardziej eksperymentalnych i konceptualnych gatunków. I nie ma lepszego sposobu na rozpoczęcie tej przygody niż Japanoise. Zbitka słów "Japanese" i "noise" oznacza japońską scenę noise, która wywarła ogromne wrażenie w Japonii i poza nią. Wymaga artystycznego i awangardowego podejścia do muzyki, przekształcając powszechne czy dysonansowe dźwięki w coś zupełnie innego.

Prawdopodobnie niemożliwe jest pełne poznanie Japanoise bez posłuchania Boredoms, noise rockowego zespołu, obecnego na scenie od ponad dwóch dekad, który osiągnął kultowy status również poza Japonią. Ponownie, trzeba się przygotować, że trzeba będzie wyjść kilka kroków poza strefę komfortu, słuchając tej grupy. Nie jest to muzyka dla osób o słabym sercu czy zamkniętym umyśle, dzieła zespołu są spontaniczne, niekonwencjonalne, dzikie i okazjonalnie dosyć konfundujące – ale zawsze stanowią nieziemskie i niemalże magiczne doświadczenie. Wydany w 2004 roku Seadrum/House of Sun pozwala zajrzeć w świat zespołu.

Seadrum/House of Sun zawiera tylko dwie piosenki, Seadrum i House of Sun, ale każda z nich to dwadzieścia minut czystego dźwięku. Jeżeli myślisz, że nie dasz rady przesłuchać tego do końca, poczekaj trochę – posłuchaj przynajmniej pierwszego utworu, Seadrum. Kawałek zaczyna się oszczędnie, folkowymi wokalizami jedynej członkini zespołu, Yoshimi. Od pierwszej minuty jej śpiewu wytwarza się niezwykłe napięcie, wynikające z prostoty pchającej ten utwór naprzód przez kolejne części kompozycji, zawierającej wielowarstwowe, rytmiczne, plemienne bębny, z własną melodią i harmonią. Stopniowo dołączają do nich partie fortepianu i wokalizy. Podczas gdy koncept takiego połączenia – plemienne bębny, praktycznie przypadkowe partie fortepianu oraz niezwykłe wokale – może wydawać się dysharmonijny i zawiły, w przypadku Boredoms jest to pomysłowa eksploracja tekstur i tonów, warstw i transformacji.

Po około trzynastu minutach Boredoms zabiera pulsujący, plemienny rytm, pozostawiając słuchaczy z fortepianem, wokalem i konwencjonalną perkusją. Podczas gdy ta kombinacja brzmi dużo bardziej trzeźwo, nadal ma tę samą głębię i dźwięk. Seadrum to lśniąca kompozycja górek i dołów, napięcia i uwolnienia. Zawiera mistrzowskie połączenie spontaniczności i starannej kalkulacji. W trakcie piosenki nie powtarza się ani jeden moment i ostatecznie to, co otrzymujesz wraz z Seadrum, to nie po prostu dwudziestotrzyminutowa piosenka, co dwadzieścia trzy minuty podróży.

Niestety, tutaj podróż się kończy. Następny twór House of Sun nie może równać się z poprzednikiem, co jest raczej rozczarowujące, zważywszy na to, że Seadrum było tak starannie skomponowane i wyważone. House of Sun to praktycznie tylko sitary, skrzypki i ciągłe brzęczenie, ułożone jedne na drugim. Połączenie tych instrumentów jest w teorii niezwykłe, ale w rzeczywistości wykonaniu boleśnie brakuje finezji i energii, obecnej w Seadrum. Występuje niewielkie zróżnicowanie tonacji czy głośności, ale nie ma specjalnych momentów, które by zaskoczyły słuchacza.

Seadrum zabierze słuchaczy w podróż, starannie stymulując ich zmysł słuchu, natomiast House of Sun jest jak czekanie na pociąg, który nigdy nie nadjeżdża. Choć jest to odrobinę konsternujące, że Boredoms oferuje dwie piosenki tak różniące się pod względem zbalansowania i kompozycji, chęć muzyków do eksperymentowania i transformacji brzmienia jest niezaprzeczalna.
powiązane wydawnictwa
powiązani artyści
komentarze
blog comments powered by Disqus
reklamy