Wywiad z MIYAVIm w Berlinie

wywiad - 05.04.2018 02:01

MIYAVI opowiada o duecie wokalu i gitary.

Dwie godziny przed finałem World Tour 2017 "Fire Bird" MIYAVIego JaME Germany spotkało się z artystą, by porozmawiać o wrażeniach z trasy oraz o przekazie zawartym na jego nowym albumie. Rozmowa okazała się nieco filozoficzna, optymistyczna i pełna radości życia!


MIYAVI, dziękujemy za poświęcenie czasu na ten wywiad. Jak na razie mija ci europejska część World Tour 2017 "Fire Bird"? Czy zdarzyło się coś, co sprawiło, że ta podróż stała się dla ciebie wyjątkowa?

MIYAVI: Jest wspaniale. To znaczy jeszcze lepiej niż super super świetnie! Jak pamiętam, to mój szósty lub siódmy raz w Europie, ale tym razem odwiedzam cztery miasta w Niemczech. Za każdym razem, kiedy tu przyjeżdżam, ludzie mnie witają. Przed rozpoczęciem tej trasy bardzo się denerwowałem. Mieliśmy koncert w Stanach, a potem polecieliśmy do Europy. Graliśmy nowy zestaw, nowe kawałki. Większość piosenek na trackliście jest nowa, więc nie byłem pewien, czy publiczność je polubi. Ale uzyskaliśmy świetną odpowiedź i świetną reakcję od słuchaczy. Można to stwierdzić po wysyłanych fluidach, mogłem poczuć, że zabieramy publiczność na nowy poziom, całkowicie, co oznacza, że idziemy w przyszłość.
A jeśli chodzi o punkty kulminacyjne, to był... pewnie Londyn. Mieliśmy świetny, szalony koncert w Paryżu, a potem graliśmy w Londynie. Nigdy nie podejrzewałem, że show w Londynie będzie tak gorący, ponieważ Londyn jest po prostu inny, ludzie są inni, wiele świetnych zespołów pochodzi z Londynu, więc ludzie są w pewnym sensie wyrafinowani. Ale tym razem w Londynie było szaleństwo. Świetnie się bawiliśmy i sam koncert był wielkim osiągnięciem tej trasy. A teraz, ponownie, cztery miasta w Niemczech. Powrót do tego kraju to dla mnie wielka przyjemność.

Od twojego ostatniego pobytu w Niemczech minęły dwa lata. Wtedy zagrałeś w Kolonii, więc to świetnie, że tym razem zdecydowałeś się rozszerzyć trasę.

MIYAVI: Tak, ale to wszystko rozbija się o zgranie czasowe. Wszystko zależy od organizatorów. Sami nie możemy zarezerwować klubu. Więc, na szczęście, tym razem udało nam się znaleźć dobrych organizatorów, którzy podchodzili z entuzjazmem do koncertów MIYAVIego w tym kraju. Uważam, że to jest super.

Porozmawiajmy o twoim nowym albumie, Fire Bird. Ma świetne elektro-syntezatorowe brzmienie, co czyni płytę bardzo dynamiczną i nadaje jej klimat disco. Co zainspirowało cię do wyboru tego kierunku?

MIYAVI: Cóż, to jest jeszcze w trakcie przemiany, proces przechodzenia na następny poziom jeszcze się nie zakończył. Zawsze eksperymentowaliśmy z nowymi rzeczami i moją rolą jest przypomnieć ekscytację rockowo-gitarową muzyką. Ale jeśli gram, wiesz, ze standardowym zespołem, nie ma chemii, nie ma niespodzianki. Ja chcę zaskakiwać ludzi, chcę dzielić się z publicznością podekscytowaniem, chcę sprawiać, by ludzie tańczyli wraz z moją gitarą. To fundamentalna motywacja. Więc łączenie tego z muzyką taneczną naprawdę ma sens.

Fire Bird sprawia, że pojawia mi się w myślach obraz feniksa odradzającego się z popiołów. Okładka oraz teledysk do Fire Bird także to sugeruje. Czy miało miejsce w twoim muzycznym życiu jakieś odrodzenie, które odzwierciedla się w tym albumie? Jakieś ponowne narodziny czy nowy krok?

MIYAVI: W życiu trzeba się mierzyć z wieloma przeciwnościami. Kiedy przybyłem do Los Angeles trzy lata temu, byłem bliski padnięcia trupem. Potem pojawiła się ta okazja zagrania w filmie „Niezłomny” z Angeliną Jolie. Wiele się od niej nauczyłem; naprawdę ją szanuję i bardzo mnie ona inspiruje. Przeniosłem się więc do Los Angeles, by zmierzyć się ze światowym rynkiem. Ale kultura, język – wszystko było inne. W tamtym czasie borykałem się z wieloma problemami; nie chciałem nawet grać na gitarze czy iść do przodu. Ale na tym albumie udało mi się odnaleźć sposób na połączenie śpiewu z grą na gitarze. To jest dla mnie jak skrzydła, dzięki którym znowu mogę latać. Więc tak długo jak nie tracisz celu czy marzeń, czy czegokolwiek, w co wierzysz, możesz wrócić, możesz się podnieść jeszcze raz, kolejny, i kolejny. To byłoby podstawowe przesłanie tej płyty. To dla każdego znaczący i ważny sposób myślenia.

Wspomniałeś o „Niezłomnym". Obejrzałam ten film kilka miesięcy temu i muszę przyznać, że byłam pod wrażeniem twojego aktorstwa, tego, w jaki sposób grałeś spojrzeniem i jak obrazowałeś tylko za pomocą oczu okrucieństwo tej postaci.

MIYAVI: Nie potrafiłbym tego zrobić sam z siebie. Wiele inspiracji czerpałem od Angie i całej profesjonalnej ekipy.

Ale wracając do muzyki: przeglądając dyskusje w internecie, można trafić na takie określenia jak „stare brzmienie MIYAVIego" i „nowe brzmienie MIYAVIego". Co sądzisz o takich podziałach? Czy nie zgadzasz się z nimi?

MIYAVI: Nawet jeśli ponownie nagram stare kawałki, nie będę w stanie uczynić ich lepszymi, ponieważ oryginalne utwory są najlepsze, jako że już zdążyły zapaść w pamięć. Jako artysta czuję się odpowiedzialny za swój rozwój. Może nie jestem pod tym względem profesjonalistą. Myślę, że jestem zbyt ludzki, jestem zbyt uczciwy w stosunku do tego, co odczuwam jako istota ludzka. Uważam, że to jest prawo solowego artysty. Tak jak robili to Jetpack, Lenny Kravitz, nawet Michael Jackson. Właściwie to jesteśmy w pewnym sensie bardziej odpowiedzialni, ale zarazem mamy większą wolność. To jest coś nieuchronnego, coś, czego nie możesz uniknąć. Nie uważam, żeby to było coś złego, ponieważ poprawa, rozwój są ważne. Czuję, że jesteśmy w stanie tworzyć przyszłość.

Czy za którymkolwiek z kawałków na Fire Bird kryje się jakaś historia? Jakieś wydarzenie czy okazja, która zainspirowała cię do podzielenia się tym doświadczeniem za pośrednictwem piosenki?

MIYAVI: Tak, Long Nights. To pierwszy utwór, który napisałem na ten album po powrocie z obozu dla uchodźców w Libanie. Dzięki Angie pracuję dla UNHCR (Wysoki Komisarz Narodów Zjednoczonych do Spraw Uchodźców), departamentu ONZ zajmującego się kryzysem uchodźczym. Bardzo się denerwowałem i nie byłem pewien, co powinienem zrobić, ponieważ nie jestem tak sławny jak Angie. Ale jak tylko zagrałem na gitarze, dzieciaki oszalały i wszyscy się bardzo podekscytowali.
Gdy wróciłem z obozu, dostałem mail od UNHCR. Napisali mi, że niektóre z dzieciaków powiedziały, iż chcą zostać gwiazdami rocka. Wtedy poczułem, że w tym właśnie jest siła muzyki. To było coś takiego… jak… że ja jako muzyk mogę zrobić więcej. Zresztą to dla mnie również była inspiracja, ponieważ nawet mnie zdarzają się sytuacje, z których trudno się podnieść. Czasami ciężko jest mierzyć się ze światem. Czasami nie dasz rady wywlec się z łóżka, ale wiesz, że to nie może trwać wiecznie. Wcześniej czy później musisz stawić temu czoła. Tak długo jak wiesz, że jutro nadejdzie, jest jakaś nadzieja. Tak długo jak wiesz, co możesz zobaczyć, jakie krajobrazy, dasz radę wyjść, dotrzeć do Long Night. Więc to jest przesłanie. Jest bardzo osobiste i dlatego chciałbym zadedykować ten kawałek również wszystkim uchodźcom – ludziom, którzy musieli uciekać ze swoich krajów.

Przy okazji, chciałam właśnie zadać pytanie od fana: jakbyś zareagował, gdybyś dowiedział się, że kreatywnie kogoś zainspirowałeś? Ale już na nie odpowiedziałeś, gdy mówiłeś o tych dzieciakach z obozów dla uchodźców, które zapragnęły zostać gwiazdami rocka. Czy masz jakiś ulubiony instrument muzyczny poza gitarą? Co mogłoby dominować na twoim albumie, jeśli nie byłaby to gitara?

MIYAVI: Mikrofon. Chciałbym więcej śpiewać. Chciałbym spędzić więcej czasu śpiewając. Ponieważ głos jest bardziej bezpośredni. Ale większość czasu zajmuje mi gitara, więc staram się śpiewać razem z nią. To jest ścieżka, którą tworzę dla innych gitarzystów, by także mogli wytrwać. To bardzo ważne. To moja misja: stworzyć ścieżkę dla każdego gitarzysty.

Dziękujemy za wywiad. Czy mógłbyś przekazać wiadomość dla czytelników JaME?

MIYAVI: Doceniamy wasze wsparcie i widok społeczności ludzi popierających inne kultury i cieszących się nimi jest piękny. Jako Japończyk cieszę się za każdym razem, kiedy wracam do tego kraju. Przełamanie granic i zniesienie ograniczeń to moja misja, ale zarazem to też wasza misja. Nie dam rady zrobić tego sam. Ale z wami, z waszym wsparciem, mam mocną pewność, że mi się to uda. Będę więc kontynuował uderzanie w struny, a my nadal będziemy szerzyć to przesłanie na całym świecie. Nawet jeśli teraz to jest maleńkie, jeśli nie przestaniemy, możemy to powiększyć. Bardzo chciałbym, żeby tak się stało.


JaME pragnie podziękować HEAD OF PR za możliwość przeprowadzenia tego wywiadu.
powiązane wydawnictwa
powiązani artyści
powiązane koncerty i wydarzenia
MIYAVI 10/05

MIYAVI  
Berlin - Germany
Huxleys
komentarze
blog comments powered by Disqus
reklamy
  • Chaotic Harmony