Onmyo-za - Ouka Ninpouchou

recenzja - 12.05.2018 02:01

Mistrzowie kimono metalu przerywają trwającą rok ciszę.

W ostatnich latach w anglojęzycznej części sieci pojawiła się informacja, że Onmyo-za jest w pewnym sensie ‘folk metalowym zespołem’. Zważywszy na brak tradycyjnych instrumentów w stałym składzie, chyba nie trzeba mówić, że nie jest to prawda. Co jest natomiast prawdą, to to, że z trzynastoma studyjnymi albumami pod obi i z czternastym w drodze, Onmyo-za nie przestaje być jednym z najbardziej utalentowanych japońskich zespołów heavymetalowych. Jego najnowszy singiel, Ouka Ninpouchou, wydany 10 stycznia, jest powrotem grupy do związku z franczyzą “Basilisk”.

W Ouka Ninpouchou kompozytor Matatabi robi coś, czego nie zrobił od 2014 roku: wykorzystał w piosence tradycyjny instrument, a dokładnie koto. Nie odbyło się to kosztem gitarowych partii Manekiego i Karukana, ale status tego tytułowego utworu jako tematu z anime gwarantuje brak ciężkości. Tak naprawdę, ma on sporo wspólnego z Kouga Ninpouchou z 2005 roku, tylko bez flet shinobue. Podobnie jak jego poprzednik, został zaśpiewany wyłącznie przez frontmankę Kuroneko, która cały czas jest w świetnej formie, mimo dwudziestu lat w trasie.

Czy Ouka Ninpouchou jest dobrym znakiem co do nadchodzącego albumu Hadou Myouou? Wiemy, że utwór znajdzie się na płycie, co jest pozytywne, ale biorąc pod uwagę, jak zmienny był muzyczny styl zespołu przez lata – zawartość Karyo-Binga z 2016 roku przechodziła od melodyjnego rocka do thrash metalu – single jak ten rzadko przydają się do przewidzenia ogólnego brzmienia płyty.



powiązane wydawnictwa
powiązani artyści
komentarze
blog comments powered by Disqus
reklamy
  • Chaotic Harmony