SCANDAL - HONEY

recenzja - 28.05.2018 02:01

SCANDAL serwuje słodkości na swoim najnowszym albumie.

Po spędzeniu ostatniego czasu na spoglądanie wstecz na karierę i świętowaniu dziesięciolecia, SCANDAL najnowszym albumem, HONEY, wykonało nowe otwarcie. Szybki rzut oka na autorów piosenek na podwójnym albumie z najlepszymi przebojami z 2017 roku przypomina, jak wiele utworów w katalogu zespół zawdzięcza profesjonalnym kompozytorom, autorom tekstów i aranżerom. Na początku dziewczyny nie były muzykami, ale uczennicami szkoły sztuk performatywnych, namówionymi przez nauczyciela do nauki gry na pożyczonych instrumentach i założenia zespołu. Biorąc to pod uwagę, nie jest dziwne, że ich management złożył większość obowiązków związanych z pisaniem piosenek w zaufane ręce.

Mimo spędzenia lat na szczytach japońskich list przebojów, dopiero na siódmym studyjnym albumie, słonecznym i wesołym YELLOW, SCANDAL udało się zdobyć pełną kontrolę nad swoją muzyką i napisać każdą piosenkę. Jeżeli już, to YELLOW ucierpiała na tym tylko trochę, gdy dziewczyny eksplorowały ciężko zdobytą kreatywną wolność w prawie każdym kierunku,jaki tylko przyszedł im do głowy. Na HONEY zespół zmienił swoje brzmienie, powracając do korzeni garażowego rocka i w pełni opanował sztukę tworzenia płyty. Album, napisany i zaaranżowany głównie przez MAMI z tekstami RINY, jest czymś więcej niż tylko zbiorem piosenek. HONEY jest zbudowany wokół centralnego tematu: miłości i całego szczęścia i bólu, jaki przynosi. Ma spójne brzmienie, ale w dalszym ciągu udaje mu się wrzucić ciekawe wariacje i ma dobrze skonstruowany, swobodny przebieg.

Zaczyna się tym, co SCANDAL robi najlepiej; szybkim, chwytliwym poprockiem. Agresywne, żywe tony Platform Syndrome kontrastują z pesymistycznym tekstem tego utworu o rozstaniu. Kończy się on jednak w dojrzałym, pełnym nadziei tonie, rozmyślając nad samolubstwem, które opuściło tą samotną postać stojącą na stacji kolejowej, ale postanawiają ruszać dalej.

Dziewczyny uzupełniają ten początek kolejnym utworem o rozstaniu, OVER, trzymającym się tego samego schematu - optymistyczne dźwięki zestawione ze smutnym tekstem - co Platform Syndrome, ale jest jeszcze ostrzejszy. MAMI, nie będąca nigdy efekciarską “patrzcie na mnie” główną gitarzystką, korzysta z okazji, by się nieco popisać, prezentując wydłużone przerywniki i stonowaną solówkę.

Fani SCANDAL są już zaznajomieni z TAKE ME OUT i jego charakterystycznym riffem. Oryginalnie wydany jako singiel w 2016 roku, utwór dobrze pasuje do nowego materiału na HONEY, co sugeruje, że SCANDAL już od jakiegoś czasu muzycznie zmierzało w tym kierunku.

Jest widoczne już w pierwszych utworach, że śpiew HARUNY jest wyższy niż w przeszłości, dużo bliżej normalnego zakresu wokalnego TOMOMI. Na tym albumie TOMOMI trzyma się basu i chórków, i nie śpiewa nigdzie głównego wokalu, nawet w piosence, którą sama napisała, Mado wo Aketera. Zamiast niej, MAMI opanowuje mikrofon w Oh! No!. Choć nie jest w stanie w pełni dorównać głosowi HARUNY pod względem mocy i finezji, zawsze znajduje swój własny, charakterystyczny sposób na piosenkę i Oh! No! nie jest wyjątkiem. MAMI napisała zarówno tekst, jak i muzykę, i brzmi, jakby dobrze się bawiła wymyślając tę swobodnie galopującą piosenkę miłosną. Buja się radośnie pomiędzy rytmami i stylami, podczas gdy roztrzepany tekst oddaje szalony chaos niepewności i rozchwiane emocje zakochanej dziewczyny.

RINA zajmuje pozycję głównej wokalistki, co rzadkie, we własnej kompozycji Midnight City i zdominowuje zwrotki grą na perkusji. W połączeniu z zadziorną grą na gitarze MAMI, kawałek ma nastrój math rockowy, po czym w refrenie następuje kompletny zwrot do rozświetlonego neonami disco. To naprawdę nie powinno się sprawdzić, ale z haruną, przejmującą wokal w refrenie, z łatwością udało im się oddać podwójną nature piosenki.

Dziewczyny w końcu zdejmują stopę z gazu w Short Short, lekkim, błyszczącym popowym numerze ze słodkim wokalem HARUNY. Refren “sha la la” ma przyjemny nastrój retro z lat 60., a zestawiony z kolejnym utworem, Mado wo Aketera, stanowi emocjonalne serce albumu.

Nowy materiał na HONEY został napisany w trakcie i po trasie koncertowej SCANDAL po wszystkich 48 japońskich prefekturach. Jedynym wyjątkiem jest Mado wo Aketera, który pochodzi z 2015 roku. Ten kawałek został napisany przez TOMOMI, gdy przechodziła przez trudny moment, bez żadnej prawdziwej intencji wydania go kiedykolwiek, tylko jako sposób uwolnienia się od przytłaczających ją emocji. Mimo to, piosenka pozostała z nią przez cały czas i teraz artystka zdecydowała się podzielić nią ze światem.

TOMOMI pozyskała swoja bliską przyjaciółkę, Mizuki Masudę z synthpopowego zespołu NEGOTO, do pomocy przy aranżacji utworu. Zamiast zatrudnić jednego ze zwykłych aranżerów, chciała pracować nad nią z osoba, która zrozumie jej uczucia i udało im się stworzyć serdeczną i poruszającą piosenkę. Wpływ Masudy lśni dzięki dodatkowi jej uduchowionego synthpopu, a HARUNA śpiewa w nieco niższym rejestrze, by nadać całości emocjonalnego ciężaru. Tekst daje wyobrażenie o ponurym miejscu, w którym znalazła się wtedy TOMOMI, i po włączeniu tego utworu na płytę, przy wsparciu jej przyjaciół i koleżanek z zespołu, miejmy nadzieję, że w końcu udało jej się przegonić demony tych trudnych nocy.

Nastrój i tempo przyspieszają ponownie w Futari, gdy album zmierza w końcową fazę. Na szczęście, ten utwór zyskał kolejną szansę, po ukazaniu się w 2017 roku na wyłącznie cyfrowym singlu, Koisuru Universe. Ta piosenka jest zbyt dobra, by skończyć jako zapomniana strona b, a gitarowe partie MAMI, tańczące lekko wokół wokalu HARUNY, pokazują, że robi się ona coraz lepsza jako autorka piosenek i główna gitarzystka.

MAMI przyznała, że kolejny kawałek, Electric Girl, nie jest dokładnie tym, co zamierzała stworzyć, kiedy się za niego zabierała. Poszukując czegoś, co robiło by wrażenie na koncertach, wymyśliła dziwaczną mieszankę rocka, disco i elektronicznie zniekształconych wokali, z krótkim, lecz funkujacym basowym solo TOMOMI dla urozmaicenia całości. Ale podobnie jak samo SCANDAL, utwór jest lepszy niż suma jego części.

Singiel z 2017 roku, Koisuru Universe, zamyka album tak, jak się on zaczął, na pełnych obrotach. Towarzyszący mu teledysk może zdziwić niektórych, gdyż zespół sugestywnie radzi sobie w nim z hot dogami, mlekiem i lodami, kończąc to wszystko niespodziewanym pocałunkiem. Jednak piosenka stanowi odpowiedni finał albumu wydanego w Walentynki, pełnego piosenek o miłości. Po całym bólu serca i zamieszaniu spowodowanym przez to uczucie w poprzednich utworach, płyta finiszuje na wysokiej nucie celebracją bycia kompletnie zakochanym.

Pod wieloma względami SCANDAL znalazło drogę do miejsca, z którego zaczęło jako zespół rockowy. Jednak ta dwunastoletnia podróż dała dziewczynom emocjonalną dojrzałość i techniczne wyrafinowanie w komponowaniu piosenek, które są o kilka odległości od ostrych kawałków, które grały jako nastolatki w Osaka Castle Park.

Jeżeli jest jakiś problem z tym albumem, to taki, że nie jest go wystarczająco dużo. Składając się z zaledwie dziesięciu utworów, z tylko siedmioma nowymi piosenkami, kończy się po krótkich, uroczych czterdziestu minutach, co może pozostawić niektórych fanów z uczuciem niedosytu. Ale, jak to się często mówi, “mniej to więcej”, i każdy kawałek z osobna jest udany. HONEY to skoncentrowane espresso czystego SCANDAL, pozostawiające słuchacza z energią, chcącego więcej.


Europejska edycja HONEY, zawierająca tłumaczenie tekstów na angielski i ich transliteracje, jest dostępna w JPU Records.
powiązane wydawnictwa
powiązani artyści
komentarze
blog comments powered by Disqus
reklamy
  • euroWH
  • SYNC NETWORK JAPAN
  • Chaotic Harmony