D'espairsRay - BORN

recenzja - 04.02.2019 01:31

Nieco zapomniana już perełka w dorobku D'espairsRay.

D'espairsRay u schyłku swojej działalności była jedną z bardziej znanych formacji pochodzących z Azji. Spora w tym zasługa przystępnej muzyki i przede wszystkim koncertów granych w wielu państwach poza Japonią. Zanim zespół się rozpadł, chłopaki zdążyli nawet odwiedzić Polskę, czym z pewnością zaskarbili sobie kolejnych fanów nad Wisłą.

Faktem jest, że przez ponad dekadę działalności formacja wypracowała niepowtarzalne brzmienie, gdzie ciężkie uderzenia gitar mieszały się czasem z niemalże popowymi refrenami. Wspomniana przystępność tej formy kompozycji spowodowała, że jej kawałki zwyczajnie zapadały w pamięć, niosąc przy tym ładunek mocy podsycany wspaniałą barwą głosu frontmana. Za najlepsze dzieło w dorobku grupy powszechnie uznaje się album Coll:set, jednak jest w jej dyskografii pewna zapomniana nieco perełka. Materiał o tyle ważny, że zapowiadał zupełnie inny kierunek niż finalnie zespół obrał.

Mowa tu oczywiście o minialbumie BORN, który po prostu zachwycał od początku do końca. Zaledwie pięć kompozycji i jeden bonus, a potrafiły oczarować słuchaczy i utwierdzić w przekonaniu, że oto przed nami muzycy o świetlanej przyszłości. Czym zatem BORN różnił się tak bardzo od późniejszych wydawnictw? Przede wszystkim atmosferą z pogranicza industrialu i gotyku. Mniej tu melodii, więcej agresji i nieokiełznanego szaleństwa.

Nadmienić należy, że omawiany minialbum jest poniekąd zbiorem co ciekawszych kompozycji zawartych na wcześniejszych singlach. Otwierający utwór o tytule BORN wręcz zaprasza słuchacza do szalonej wycieczki swoim szybkim tempem, miażdżącymi riffami i pełnym przekrojem przez ówczesne możliwości wokalne HIZUMIego. Chłopak nie stroni od zdzierania gardła, serwując nam charakterystyczną chrypkę i odrobinę krzyku. Tak zresztą zostanie do końca płyty.

O mroczniejszym tonie muzyki najlepiej świadczy monumentalny i wręcz porażający Marry of the blood, gdzie gościnnie na skrzypcach udzielił się SUGIZO. Umiarkowane tempo i melodyjne refreny nie przeszkadzają w budowaniu napięcia, a detale pokroju dziwnych przestrojonych szeptów i niepokojących smyczków tylko dodają efektu.

Zespół zawarł na albumie również balladę, która wybija się na tle stosunkowo ponurej reszty utworów. Niemniej jednak zapomnijcie o cukierkowej linii wokalnej czy choćby ckliwym fragmencie mającym wprawić słuchacza w stan błogiego upojenia sztucznym patosem. Nic z tych rzeczy. Chłopaki przemycili tu delikatną, aczkolwiek uchwytną nutę melancholii i majaczącego gdzieś echa żalu. W tym też momencie swoją wrażliwszą stronę eksponuje sam HIZUMI, który okazuje się naprawdę utalentowanym wokalistą, niestroniącym od delikatnych melodii.

Album zamyka chwytliwe quarter void, któremu jest najbliżej do tego, co formacja prezentowała na późniejszych wydawnictwach. Jest moc, jest melodia i tak nieodzowne u D'espairsRay elementy elektroniki ubarwiające tło. Prócz tego mamy odrobinę chórków i oczywiście doza krzyków wszelakich. Wspaniałe pożegnanie słuchacza z tym niecodziennym dziełem.

Na płycie została ukryta też pewna niespodzianka. Niespełna dwuminutowa wersja omówionej wcześniej ballady w wykonaniu chóru i przy akompaniamencie tylko gitary akustycznej. Perełka więcej niż warta uwagi.

BORN stanowi zatem poważniejszą i mroczniejszą wersję D'espairsRay. Zespół nie wrócił więcej do tej formuły, co w mojej opinii jest nieodżałowaną stratą. Wkrótce ciężko brzmiący gotyk został zastąpiony doskonale już znaną gitarową gonitwą, która choć urokliwa, straciła nieco posępnej mocy. Druga sprawa - zespół pewnie nie był by w stanie się sprzedać pod obecną wówczas postacią. Niedługo potem chłopcy postanowili zrzucić skórzane „sutanny” i zmyć upiorny makijaż. Nie zmienia to jednak faktu, że ciągle byli w stanie nagrywać fenomenalną muzykę, choć tak odmienną od swoich korzeni.
powiązane wydawnictwa
powiązani artyści
komentarze
blog comments powered by Disqus
reklamy
  • euroWH
  • Chaotic Harmony
  • SYNC NETWORK JAPAN