j-rentgen #02

plik - 29.08.2010 02:05

Japończycy lubią Chopina.

Nie jest żadną nowością stwierdzenie, że Japończycy lubią Chopina. Każdy zna to nazwisko, a wielu przyzna, że docenia jego twórczość, mimo że nie są melomanami. Nasz polski kompozytor podbił serca Japończyków. Śmiało można powiedzieć, że jest to jeden z ulubionych kompozytorów w Kraju Wchodzącego Słońca.

Skoro już o tym mowa, nie sposób nie napomknąć o sukcesach Japończyków na Międzynarodowym Konkursie Pianistycznym im. Fryderyka Chopina. Wielokrotnie dostawali się oni do pierwszej piątki i kilkakrotnie stawali na podium.

Jednak w tym artykule nie będzie mowy o konkursach chopinowskich. Nie będę bynajmniej omawiać polonezów, mazurków czy nokturnów, choćby i najlepiej zagranych przez znamienitych japońskich pianistów. Skupię się na bardziej... komercyjnym wymiarze Chopina.

Słyszeliście kiedyś o Paulu Mazzolinim? Włoskim piosenkarzu urodzonym w Libanie, tworzącym w stylu italo-disco? Nie? A może więcej Wam powie jego pseudonim – Gazebo. Już widzę te uśmieszki i kiwanie głową oraz automatyczne skojarzenie: I like Chopin.

Tak jest, o tym będzie mowa.

Gazebo nagrał swój wielki przebój, I like Chopin, w 1983 roku. Sprzedał się on w nakładzie ośmiu milionów kopii i dotarł na szczyty list przebojów w bardzo wielu krajach. Mnóstwo ludzi uważa go za jeden z najważniejszych hitów lat 80-tych.

Co w nim takiego specjalnego? No cóż, parafrazując jedną z reklam w polskiej telewizji: skoro pytasz, jeszcze go nie słyszałeś. Może to ten charakterystyczny motyw na fortepianie, prowadzący cały utwór, może jego prostota i jednocześnie chwytliwość, a może tekst, który zapada w pamięć. Piosenka ma w sobie po prostu to "coś”, obecne w większości przebojów z lat 80-tych. Dodajmy do tego charakterystyczny teledysk, traktujący o miłości, zazdrości i zbrodni, w którym Gazebo, w białym garniturze, śpiewa te sławne słowa: "Used to say: I like Chopin, love me now and again”.

Zapytacie pewnie, jak się to ma do Japonii? Otóż Yumi Matsutouya, znana także jako Yuming, napisała japoński tekst do tej piosenki, nadając jej tytuł Amaoto wa Chopin no Shirabe i zmieniając osobę mówiącą na kobietę. Piosenka zyskała dzięki temu jeszcze bardziej sentymentalny wydźwięk, ale jednocześnie bił od niej większy ból, wynikający z faktu, że jej bohaterka została porzucona przez mężczyznę i teraz pozostały jej tylko wspomnienia, które nieustannie przywołuje muzyka Chopina. Z pierwotnego tekstu pozostały chyba tylko słowa "Rainy Days”. Jednak tekst Yuming bije na głowę ten napisany przez Gazebo. Pewnie dużą rolę odgrywa tu kobieca wrażliwość oraz odrobina japońskości.

Piosenkę zaśpiewała i nagrała Asami Kobayashi. Jej wersja posiadała japoński tekst Yuming, a pod względem muzycznym była bliska oryginałowi. Utwór wyszedł w 1984 roku. To właśnie ta wersja stała się znana w Japonii, zyskując popularność równą tej, którą jej pierwowzór miał na Starym Kontynencie. Przebój trafił na pierwsze miejsca notowań Oriconu i tam utrzymywał się przez jakiś czas.

Do piosenki został nakręcony wspaniały teledysk, w którym opowiedziano historię pewnej pary. Fabuła pasuje do tekstu, a najlepszym fragmentem jest scena koncertu chopinowskiego, który bohaterka bardzo przeżywa, a na którym on przysnął.

Yumi Matsutouya także nagrała ten przebój, jednak stało się to nieco później, w 1997 roku. Zremiksowana piosenka zyskała nieco żywsze tempo, nie tracąc jednak tego, co w niej najważniejsze. Wokal Yuming jest klasycznie japoński, gdzieniegdzie odbija się echem. W środku utworu dodano jeszcze dłuższą partię instrumentalną. Singlowi nie udało się jednak osiągnąć takiej popularności, jaką zyskała Asami.

Ale nie tylko gwiazdy pop zajęły się przebojem Gazebo. Atsushi Sakurai na solowym maksisinglu z 2004 roku, Taiji/SMELL, zamieścił utwór Ameoto wa Chopin no Shirabe -I LIKE CHOPIN-. Jest on oparty na wersji Asami Kobayashi, choć posiada pewne odstępstwa od pierwowzoru. Przede wszystkim ma inny wstęp, a także mocno zmodyfikowany charakterystyczny motyw przewodni. Tym samym jest bardziej nowoczesny. Głos Atsushiego pasuje świetnie do nastroju piosenki i nie przeszkadza fakt, że śpiewa on z perspektywy kobiety.

Utwór ten wokalista zaprezentował też podczas solowego występu w NHK Hall, który został zarejestrowany na koncertowym DVD -EXPLOSION - Ai no Wakusei Live2004. Wersja na żywo w jego wykonaniu jest najlepszą i robiącą największe wrażenie interpretacją przeboju Gazebo. Sakurai śpiewa, siedząc na wysokim, barowym krześle, spowity w dym. Co jakiś czas jest filmowany tak, że na pierwszym planie znajdują się butelki i kieliszek do wina. Wszystko to tworzy atmosferę iście dekadencką. Dodając do tego pełen emocji śpiew, charakterystyczny wokal tego muzyka oraz jego pełne ekspresji gesty i mimikę, otrzymujemy wspaniały występ, który bez wątpienia zapadnie każdemu w pamięć.

Po ponad dwudziestu latach przebój ciągle tkwi w pamięci ludzi i nawet młodzi artyści do niego powracają. W 2008 roku należący do wytwórni PS COMPANY zespół Kra nagrał jego cover. Co prawda muzycy nie znali wcześniej jego pierwotnej wersji, jak przyznali się w jednym z wywiadów dla magazynu "Zy", lecz w końcu docenili jego walory.

Do ich coveru pojawił się także teledysk. Jego ciekawym elementem są fragmenty, w których członkowie zespołu używają języka migowego. Zespół zagrał ten utwór podczas koncertu z okazji dziesięciolecia wytwórni, który został zarejestrowany na DVD zatytułowanym Peace&Smile Carnival. Zarówno na teledysku, jak podczas występu na żywo wokalista gra na fortepianie. Niestety to wykonanie nie umywa się do wcześniejszych wersji. Głos Keiyu po prostu nie pasuje i jest zbyt delikatny do tego utworu, który wymaga od wokalisty sporej ekspresji. Nawet panie wykonujące wcześniejsze wersje nadały swoim kompozycjom więcej wyrazu niż Kra.

Amaoto wa Chopin no Shirabe, cover wielkiego hitu Gazebo, jest wiecznie żywy. Powracał wielokrotnie i zapewne jeszcze powróci. Zarówno w kompozycji z lat 80-tych, jak i współczesnym interpretacjom trudno się oprzeć. Z pewnością zostaną one w pamięci każdego, kto je usłyszy...

...bo nie tylko Japończycy lubią Chopina.









A teraz krótka notka na marginesie.

Jak widać, wróciliśmy z projektem j-rentgen, którego założenia zostały przedstawione w artykule pilotażowym. Mamy nadzieję, że nie zapomnieliście o nim. My pamiętaliśmy, jednak różne okoliczności spowodowały, że od dawna nie pojawił się żaden tekst. Teraz jednak podejmujemy temat, oczekujcie więc w najbliższym czasie kolejnych rentgenów.

Przypominamy również o możliwości komentowania artykułów. Jako że teksty należące do serii j-rentgen są w pełni subiektywne, nie wszyscy muszą się z nimi zgadzać. Zachęcamy więc do wyrażania własnych opinii!
powiązane wydawnictwa
powiązani artyści
komentarze
blog comments powered by Disqus
powiązane wątki

j-rentgen

reklamy
  • Chaotic Harmony