Kowai ima o kurai ima o kuroi ima o koero...

plik - 18.07.2010 02:01

Ku pamięci Daisuke.

15 lipca 2010 roku sceną jrockową wstrząsnęła wiadomość, że Daisuke Oshida, wokalista kagerou i the studs, na dwa tygodnie przed swoimi trzydziestymi drugimi urodzinami został znaleziony martwy w swoim mieszkaniu w Shibuyi. Jego śmierć przyszła w najmniej spodziewanym momencie, a jego przedwczesne odejście było szokiem dla fanów z całego świata, zarówno tych oczekujących rozwoju jego solowego projektu, jak i tych, którzy - zachęceni ówczesnymi licznymi powrotami dawnych artystów na scenę - żywili coraz większą nadzieję na reaktywację najbardziej znanego zespołu muzyka, kagerou. W poniższym artykule pragniemy przybliżyć osobę oraz przypomnieć przebieg kariery tego wspaniałego muzyka i niezwykłego człowieka.


Daisuke Oshida (押田大佑) urodził się 30 lipca 1978 roku w Tokio i z tym miastem pozostał związany do końca. Już w dzieciństwie zdiagnozowano u niego chorobę serca, która odcisnęła piętno na jego sposobie postrzegania świata. Daisuke nie pozwolił jednak, by przeszkodziła mu ona w prowadzeniu aktywnego trybu życia.

Z muzyką związał się jeszcze jako nastolatek, początkowo grając na perkusji. To właśnie na tym instrumencie rozpoczął w 1998 roku drogę do kariery z zespołem Le’Cheri, który po wydaniu jednej demówki przekształcił się w grupę o nazwie Fatima. Muzyk był od początku mocno związany ze środowiskiem visual kei – Le’Cheri, a później Fatima, bardzo wyraźnie identyfikowały się z tym stylem, a samego Daisuke często można było oglądać w makijażu, niebieskich włosach czy popularnych w tamtym okresie na tej scenie kostiumach inspirowanych personelem medycznym. W pewnym momencie coś się jednak popsuło i po wydaniu z nowym zespołem zaledwie jednego singla, przyszły wokalista postanowił opuścić Fatimę. Jak to często bywa, zwłaszcza w przypadku ceniących prywatność Japończyków, do końca nie wiadomo, co było przyczyną tej decyzji; pozostaje nam się jedynie domyślać, że Daisuke mógł mieć dość bycia "numerem 4” (zob. okładka singla Downer) i pozostawania w cieniu swoich kolegów, w jednym z późniejszych wywiadów przyznał też, że perkusja nie dawała mu wystarczającego pola do popisu, nie pozwalała w pełni wyrażać własnych emocji i przekazywać fanom tego, co chciał im przekazać.

Jak podają niektóre źródła, po odejściu z Fatimy Daisuke popadł w depresję. Pomógł mu wtedy Kyo z DIR EN GREYa, który podobno doradził mu, aby spróbował swoich sił jako wokalista. Daisuke spełniał wszystkie warunki dobrego frontmana: świetnie wyglądał, posiadał wspaniały głos o charakterystycznej barwie i duże zdolności wokalne oraz imponującą osobowość sceniczną. Bez względu na to, czy historia ta jest prawdziwa, czy nie - najistotniejszy był fakt, że to w tej roli naprawdę się odnalazł. Z czasem nadano mu oficjalny tytuł "Charisma Vocalist" i to właśnie jako charyzmatyczny wokalista dał się najlepiej poznać fanom na całym świecie.

Kilka miesięcy po odejściu z Fatimy, w połowie roku 1999, Daisuke wraz z basistą Masayą powołali do życia zespół, który stał się potem jednym z pionierów j-rocka w Europie – kagerou. Niebawem do składu dołączył gitarzysta Yuana, znajomy wokalisty Fatimy z poprzedniej formacji. Nad historią i dokonaniami kagerou rozpisywać można się długo, ale to nie czas ani miejsce, więc wszystkich zainteresowanych odsyłamy do profilu grupy na naszej stronie. Należy jednak w tym miejscu wspomnieć, że wyjątkowość Daisuke była szczególnie widoczna właśnie w kagerou, gdzie wyróżniał się na tle setek innych muzyków, polegających w głównej mierze na oprawie wizualnej, złożonej zarówno z bogatych kostiumów i makijażu, jak i występów z użyciem rekwizytów. Chociaż wokalista zaczynał jak przeciętny muzyk visual kei, to jego pociąg do krzykliwych garniturów i specyficznego makijażu sprawiły, że szybko wyrobił sobie swój własny styl.

Co więcej, funkcja wokalisty dała Daisuke prawdziwą możliwość dzielenia się z ludźmi wszystkim tym, czym chciał się z nimi podzielić. W wywiadach często podkreślał, że jego teksty i muzyka (choć skomponował niewiele utworów, m.in. Urami koto oraz Shikkouyuuyo Sannen) płyną prosto z jego serca i dotyczą własnych przeżyć, przemyśleń i pragnień. Ukrywanie swoich prawdziwych uczuć nie leżało w jego naturze. Śpiewając piosenki, Daisuke nie tylko przyjmował na siebie rolę posłańca, ale też - pisząc słowa do nich - wyrażał przekaz całego zespołu. Sama nazwa grupy, kagerou, szczególnie nawiązywała do jego życia i, jak się po wielu latach okazało, również jego śmierci: "kagerou” oznacza "jętkę”, która nie tylko w japońskiej poezji utożsamiana jest z ulotnością życia. W jednym z wywiadów dla JaME Daisuke mówił nawet: "Kagerou" oznacza "ulotny". Dlaczego? Ten insekt żyje tylko przez dwadzieścia cztery godziny. Tak samo jak on chcemy, aby żyć cały czas tak, jakby zostało nam niewiele czasu do końca. Nawet jeśli życie ludzkie może trwać osiemdziesiąt-dziewięćdziesiąt lat, chcemy każdą chwilę przeżyć intensywnie. Dlatego nazwaliśmy się "kagerou".

Nie wiedząc, co czeka go w przyszłości, Daisuke zawsze dawał z siebie wszystko, a dzięki temu bezpośredniemu przekazowi, połączonemu z wielką charyzmą oraz niesamowicie energicznymi występami, szybko przekonał do siebie wiele osób i kagerou natychmiast zaczęło zyskiwać popularność, nie tylko w rodzinnym kraju. Chociaż muzyk przyznał się do panicznego lęku przed lataniem, nie zatrzymało go to przed koncertowaniem w nowych miejscach i poznawaniem nowych fanów. Niespełna dwa lata po powstaniu, zespół zagrał koncerty w Hongkongu, a w 2003 odwiedził także Szanghaj. W 2005 roku kagerou jako jeden z pierwszych japońskich zespołów visual kei przyjechał do Europy, przyczyniając się tym samym do rozwoju j-rockowego boomu, którego świadkami byliśmy kilka lat temu. Publiczność w Europie oszalała na punkcie tego niewielkiego rozmiarami (163cm/48kg) wokalisty, który na scenie przeistaczał się w prawdziwego rockowego demona.

Podczas wywiadów Daisuke nie starał się skupić uwagi na swojej osobie, pozwalając innym członkom na przejęcie inicjatywy, zaś podczas koncertów porywał serca swoich fanów. Popisy sceniczne Daisuke szybko stały się niemalże legendarne. Widać w nich było duży wpływ środowiska visual kei – Daisuke lubował się w pantomimie, a jego występy chwilowo nabierały iście teatralnego charakteru. Z czasem jednak kagerou zaczęło odchodzić od stricte visualowego wizerunku, a i w występach samego wokalisty pojawiło się znacznie więcej czysto rockowych zagrywek: na nagraniach koncertowych widać, że uwielbiał on rzucać się w tłum ku rozpaczy roadies i ochroniarzy, którzy siłą musieli wyciągać go z chciwych rąk fanów, czasami kilkanaście razy pod rząd podczas jednego koncertu. Jeśli dodać do tego skakanie, turlanie się po scenie, wspinanie na wszystko co się da, a także sam wokal – przechodzenie w ciągu jednej piosenki kilkanaście razy od growlu przez wściekłe wrzaski i szept po zadziwiająco czysty wysoki śpiew - całość prezentowała się niezwykle żywiołowo. Jego występy były niesamowicie emocjonalne, czasami do granic zdrowego rozsądku. Ogrom emocji wkładany przez niego w koncerty budził chwilami podziw zmieszany z lękiem, a gdy - słaniając się na nogach - po raz nasty w ciągu wieczora rzucał się w rozszalały tłum, stawało się oczywiste, że są to dla niego chwile największego spełnienia. Do myślenia daje także fakt, że Daisuke czasami określał sam siebie mianem "masochisty”.

Daisuke zawsze silnie związany był ze swoim krajem i pomimo zagranicznych występów jego zespół nie silił się na stanie się "zachodnią grupą”. Na ramieniu wokalisty widniał tatuaż przedstawiający stylizowaną twarz demona niczym z teatru No – być może stanowiło to nawiązanie do jego iście demonicznej osobowości scenicznej. Ze względu na bardzo japońskie odniesienia w tekstach piosenek grupa ta często, zwłaszcza we wcześniejszym okresie działalności, była zaliczana przez niektórych fanów do nurtu angura kei, czyli stylu prezentującego połączenie mrocznego klimatu i motywów z japońskiej tradycji.

Pomimo nieco niestabilnego obrazu człowieka przepełnionego silnymi emocjami, jaki Daisuke prezentował na scenie, był on także osobą, która potrafiła zjednać sobie ludzi, tak przyjaciół, jak i fanów. Przyjaźnił się m.in. z Tatsuro z MUCCa i Garą z MERRY, a Satoshi z girugamesh nazywał go swoim mentorem. Natomiast wspomniany wcześniej Kyo z DIR EN GREYa pełnił nie tylko rolę producenta kagerou i mentora Daisuke, ale przede wszystkim był jego wieloletnim przyjacielem. Kyo, który 15 lipca grał koncert, zadedykował Daisuke piosenkę mushi i rozpłakał się na scenie. Zamieścił też bardzo osobisty wpis na swoim blogu, w którym wyraźnie było widać jak wiele bólu zadała mu śmierć Daisuke.

Fani, którzy mieli okazję spotkać Daisuke podczas sesji autografowych, zapamiętają go jako może nieco wycofanego, ale pełnego sympatii człowieka, który często się uśmiechał. Wprowadzał on do swoich zespołów swoistą równowagę - nie był ani tak ekstrawertyczny jak Shizumi z kagerou czy Hibiki z the studs, ani tak wyalienowany jak Kazu czy Yukino. Cechowała go elegancja, nie tylko w ubiorze, ale i w stylu bycia; trzymał lekki dystans, który tylko to podkreślał. Był też bardzo miły i uprzejmy, otwarty i wyrozumiały dla swoich fanów. Gdy podczas spotkania w Paryżu jedna z fanek zapytała go o pieska – jamnika, najwyraźniej dla Daisuke bardzo ważnego, jako że pojawił się na wielu sesjach zdjęciowych oraz nagraniach zza kulis - wokalista ze smutną miną wskazał palcem na niebo. Gdy przerażona swoim faux pas dziewczyna zaczęła go przepraszać, odparł tylko: "Nie ma sprawy, nie wiedziałaś... ale z całego serca dziękuję ci za pamiętanie o nim i za twoją uwagę. Bardzo mnie to wzruszyło, naprawdę!”.

kagerou rozpadło się w 2007 roku z przyczyn, które nie zostały oficjalnie ujawnione. Wielu fanów było wtedy wściekłych, zwłaszcza że w Japonii głośno mówiono o tym, że grupa zakończyła działalność ze względów materialnych, że zaczęła się "kończyć” i pomimo setek ludzi na koncertach nie miała większej przyszłości. Na szczęście Daisuke nie kazał na siebie długo czekać i zaledwie kilka miesięcy później wraz z trzema innymi znanymi muzykami – aie, yukino i Hibikim - utworzył swoistą "supergrupę” sceny indie, the studs. Pamiętając o swoich zagranicznych fanach, członkowie tej formacji nie zwlekali długo z udaniem się do Europy i w czerwcu 2007 roku w Paryżu zagrali drugi w historii istnienia grupy koncert. the studs nie udało się jednak przetrwać tak długo jak kagerou i dwa lata później zespół ogłosił przerwę w działalności. Daisuke, dla którego muzyka stanowiła najwyraźniej jedyną możliwą do zaakceptowania drogę życiową, nie próżnował i w czerwcu 2010 roku wypuścił swój pierwszy solowy singiel.

Na lipiec 2010 roku zapowiedziany był drugi singiel sygnowany nazwą Daisuke to kuro no injatachi (Daisuke i czarni eremici). Z nieoficjalnych informacji wiadomo także, że na jesieni planowano wydać album i wznowić działalność the studs, a także zagrać kolejne koncerty w Europie i pierwsze w Ameryce – niestety, wszystkie te plany zostały nagle drastycznie przekreślone. Daisuke, który za niecałe dwa tygodnie skończyłby trzydzieści dwa lata, został zabrany zbyt wcześnie, a jego odejście było tak nagłe, że wielbiciele jego twórczości jeszcze w pierwszych tygodniach w pełni nie zdali sobie sprawy z tej straty. Pomimo tego, że prawdziwych przyczyn zgonu zapewne nigdy nie poznamy, zaś w uroczystości pogrzebowej wzięli udział tylko najbliżsi, to fani będą opłakiwać go na swój własny sposób, pielęgnując wspomnienia i doświadczenia związane z Daisuke.

Jego śmierć pozostawiła pustkę w sercach wielu ludzi, fanów, przyjaciół, rodziny, której nie da się zapełnić i choć w słowach do piosenki Sakurakurakura wokalista napisał: "Nie ma wieczności, wszystko oczekuje śmierci”, mamy nadzieję, że pewne pocieszenie przyniosą inne słowa, które wielokrotnie wypowiadał: "Przeżywaj każdą minutę, jakby miała być tą ostatnią, przepełniony nie lękiem, ale najradośniejszymi z momentów”, i że sam na pewno nie zmarnował ani jednej chwili, jaka była mu dana. I chociaż Daisuke odszedł, jego spuścizna będzie trwać dalej w każdym z jego fanów, wywierając wpływ na tych już istniejących i przyciągając nowych. A to coś, czego nie da się odebrać, nigdy.



怖い今を暗い今を黒い今を越えろ…

Kowai ima o kurai ima o kuroi ima o koero...

Przezwyciężmy przerażającą teraźniejszość, mroczną teraźniejszość, czarną teraźniejszość...
powiązani artyści
komentarze
blog comments powered by Disqus
powiązane wątki

Biografie Specjalne

reklamy
  • Chaotic Harmony
  • euroWH
  • SYNC NETWORK JAPAN