Wywiad z mouse on the keys

wywiad - 30.07.2010 02:01

JaME miało szansę porozmawiać z mouse on the keys o ich filozofii, wydawnictwach i europejskiej trasie.

mouse on the keys jest interesującym post-rockowym zespołem z jazzowymi wpływami, który tej wiosny przybył do Europy po raz pierwszy. Odwiedził Niemcy, Polskę i Francję. Po zakończeniu tej trasy JaME przeprowadziło z mouse on the keys wywiad drogą mailową. Muzycy opowiedzieli nam o powstaniu zespołu, inspiracjach do tworzenia piosenek, planach na przyszłość i innych sprawach. Poznajmy ten zespół lepiej, zwłaszcza że powraca z kolejną europejską trasą, podczas której odwiedzi jeszcze więcej krajów.


Czy możecie przedstawić grupę i jej członków?

Akira Kawasaki: mouse on the keys zostało założone w 2006 roku przez perkusistę i kompozytora Akirę Kawasakiego oraz pianistę i keyboardzistę Atsushiego Kiyotę. Kolejny pianista i keyboardzista, Daisuke Niitome, dołączył do zespołu jako muzyk wspierający tuż przed sesją nagraniową sezession w 2007 roku. Potem, w momencie, kiedy w 2008 roku zespół udał się w trasę promującą sezession, został stałym członkiem.

Jak się poznaliście i skąd wziął się pomysł na ten zespół?

Akira Kawasaki: Atsushi i ja byliśmy wcześniej członkami nine days wonder, poznałem go w klubie. Mimo że nie byliśmy w tym samym wieku, Daisuke i ja chodziliśmy do tego samego liceum, więc wiedzieliśmy, że obaj tworzymy muzykę. Zespół został założony po to, żebym mógł wcielić w życie moje pomysły. Ideą było mieszanie agresywnego stylu gry na perkusji, który wyrobiłem sobie, grając przez wiele lat w hardcore’owej grupie, z poważną grą na pianinie. Miałem również pomysł, by stworzyć zespół, który wywoływałby wrażenie instalacji wideo.

Jak wpadliście na nazwę "mouse on the keys”?

Akira Kawasaki: Pochodzi ona z utworu Kitten on the keys Zez Confreya, kompozytora utworów z gatunku novelty rag.

Akira Kawasaki, zanim Daisuke Niitome dołączył do zespołu, grałeś jednocześnie na pianinie i perkusji. Czy to prawda? Jak ci się to udawało?

Akira Kawasaki: Tak, to prawda. Wiedziałem, że jest tylko kilku muzyków, którzy grają na pianinie i perkusji w tym samym czasie, ale wciąż nie zyskiwali popularności. Dlatego pomyślałem, że dowiem się, jak to zrobić.

I wtedy zacząłem w ten sposób: dla jednej piosenki rozpisywałem partie fortepianowe na lewą rękę, a tabulatury na perkusję na prawą rękę i stopy. Dzieliłem jeden wers na szesnaście części, sprawdzałem, jak poprawnie połączyć palce lewej dłoni, pałeczkę w prawej i prawą stopę (bęben basowy). Wtedy zaczynałem właściwy trening od naprawdę wolnego tempa uderzeń i powtarzałem to znowu, i znowu, i znowu…

Jak można z tego wywnioskować, potrzebowałem dużo więcej czasu i cierpliwości niż w przypadku normalnej gry na perkusji. Dlatego przestałem tak grać. Ale kiedyś znowu tego spróbuję.

Możecie nam opowiedzieć o procesie komponowania oraz o swoich muzycznych inspiracjach?

Akira Kawasaki: Tworzę niemalże kompletne demo na pianinie elektrycznym i komputerze i na jego podstawie ćwiczę piosenkę razem z zespołem. Każdy członek zespołu aranżuje swoje partie tak, by wygodnie mu się grało lub żeby brzmiały lepiej. Wtedy gramy utwór na występach raz za razem, w międzyczasie zmieniając aranżacje, powoli się do niego przyzwyczajając i ulepszając go.

Inspirację do pisania piosenek często czerpię ze współczesnej architektury i sztuki. Czasem pochodzi z książek historycznych, w których zapisane są historie powstawania nowoczesnych cywilizacji bądź współczesnych idei. Jestem niezwykle zainteresowany zagłębianiem się w ten konkretny okres, ponieważ chcę wiedzieć, kim jestem. Można powiedzieć, że nasze piosenki są ścieżką dźwiękową świata, w którym żyjemy.

mouse on the keys posiada różnorodne muzyczne inspiracje, ale jeśli skupić się tylko na muzyce japońskiej, inspiruje mnie przede wszystkim Akira Ifukube, kompozytor oryginalnego soundtracku do filmu "Godzilla”, oraz Ryuichi Sakamoto. Są oni świetnymi kompozytorami, tworzącymi muzykę nie zawierającą się w żadnym gatunku, bazującą na ówczesnej muzyce klasycznej, Strawińskim, Debbusy, połączonej z tradycyjną muzyką folkową wschodniej Azji, dopełnionej popkulturą. Jeśli uznamy Ifukube za dziadka, Sakamoto za ojca, to myślę, że my bylibyśmy dzieckiem.

Zdaje się, że zwracacie sporą uwagę na aspekt wizualny swoich występów, jako że integrujecie z nimi projekcje wideo. Jaki związek ma wasza muzyka z wykorzystywanymi obrazami?

Akira Kawasaki: Wszyscy jesteśmy Japończykami i faktem jest, że wywodzimy się z Tokio. Taka jest rzeczywistość. Naszym celem, jako zespołu, jest przekazanie tego, co czujemy i myślimy, mieszkając w tym miejscu. Tak więc nie jest to tylko muzyka, lecz także inne elementy, jak projekcje wideo, moda lub dzieła sztuki, które łączą się w swego rodzaju obraz symbolizujący, jak sądzimy, konkretny okres w dziejach Tokio i Japonii. Zacząłem tak myśleć podczas przygotowywania się do produkcji an anxious object. Wcześniej, nawet wtedy, gdy nagrywaliśmy sezession, myślałem, że wszystko, co dotyczy zespołu, jest niesprecyzowane.

Jak doszło do spotkania z Denovali Records? Jak to się stało, że zaczęliście współpracować?

Daisuke Niitome: Pewnego razu, w 2008 roku, wysłali nam wiadomość przez MySpace. Z początku nie odpowiedzieliśmy, bo nie wiedzieliśmy, kim są. W końcu jednak wysłaliśmy im odpowiedź, a oni w przeciągu trzech miesięcy przysłali kilka żarliwych wiadomości. To był początek naszej znajomości. Potem wymieniliśmy ze sobą tony maili i zdecydowaliśmy się wydać nasze CD/EP w Europie. Wywiązują się świetnie z umowy, a poprzez europejską trasę i inne projekty, które dzielimy, stali się naszymi dobrymi przyjaciółmi.

Denovali przedstawili wasz koncept za pomocą niemieckiego słowa "Raumkrankheit”. Czy możecie powiedzieć nam coś więcej o tej chorobie kosmicznej?

Akira Kawasaki: Jak już powiedziałem, w czasie, w którym napisałem tę piosenkę, nie myślałem tak pojęciowo, jak to robię teraz. Więc tytuł wymyśliłem na podstawie ogólnego obrazu, jaki miałem po odsłuchaniu jej. Główna część utworu napisana jest w metrum 23/8. Większość ludzi, słuchając go po raz pierwszy, jest zdezorientowana: "jak może mi ta piosenka wpaść w ucho?”. Ktoś nawet powiedział mi: "Kiedy słucham tej piosenki, czuję się pijany!”. Więc moją wizją piosenki był statek kosmiczny dryfujący w ciemniej przestrzeni kosmicznej. Wymieszałem tych kilka obrazów i nadałem temu nazwę "Raumkrankheit”. Denovali nie jest powodem, dla którego nazwa jest po niemiecku. To mój pomysł. Szukałem słowa w Wikipedii w wielu językach, niemieckie pasowało najlepiej do mojej wizji.

Możecie powiedzieć nam coś więcej waszym związku z toe i wytwórnią Machupicchu Industrials?

Akira Kawasaki: Są naszymi dobrymi przyjaciółmi. Machupicchu Industrials jest wytwórnią zarządzaną wyłącznie przez członków toe. Od samego początku zakładali, że założona wytwórnia będzie służyć wyłącznie wydawaniu nagrań ich zespołu. Jednak, kiedy posłuchali naszych piosenek, powiedzieli, że je polubili i chcieliby je wydać. Poczułem się zaszczycony i powiedziałem: "W porządku”. Takaaki Mino, gitarzysta i inżynier toe, nagrał, zmiksował i dokonał masteringu obu naszych płyt. Również ich perkusista, Takashi Kashikura, zajął się sprawami technicznymi związanymi z perkusją na obu nagraniach.

W książeczce do płyty przedstawiacie ideę "anxious objects” (niespokojnych obiektów). Czemu wybraliście taki koncept? Jak to się wiąże z piosenkami na albumie?

Akira Kawasaki: Ten album jest dokumentacją, skupiającą się na ówczesnym Tokio i tej części uczuć, towarzyszących jego mieszkańcom. Każda piosenka ma konkretny tytuł, który łączy się z tym konceptem, jak scena z filmu.

an anxious object jest o Tokio. Kiedy zacząłem myśleć o tej koncepcji, zauważyłem, że rozumiem Tokio jako niejasny symbol, nie znam za dobrze jego właściwej sytuacji, a nawet okoliczności jego powstania. Kiedy obserwuję ulice, miasta i życie w nich, widzę najróżniejsze budynki, wymieszane ze sobą, nawyki żywieniowe oparte na fast foodach, przenikanie zdeformowanej amerykańskiej popkultury… to wszystko sprawia, że czuję, że nie rozumiem, jakim bytem jestem.

Gdy miasto rozwinęło się gwałtownie w okresie powojennym, priorytetem była racjonalizacja. To sprawiło, że ludzkie życie stało się wydajne, ustandaryzowane, ujednolicone. To zniszczyło dawne społeczeństwo klasowe, tworząc społeczeństwo masowe, w którym ludzie mogą kupować tyle samo, ale w tym samym czasie została zniszczona tradycyjna kultura. W sumie na całym świecie inne unowocześnione miasta może dotykać ten sam fenomen, co i Tokio, jednak zbyt głęboka jest przepaść między ludźmi dziś a tymi sprzed II wojny światowej czy restauracji Meiji. Myślę, że dlatego nie rozważam siebie w kategoriach mieszkańca Tokio.

W tym czasie, czytając książkę o tym, czym jest sztuka, znalazłem zwrot "an anxious object”. Wypowiedziany został przez krytyka Harolda Rosenberga, który zwrócił uwagę na fakt, że w latach 60-tych, gdy zostaliśmy zalani sztuką, nie można już osądzać, że jakaś praca jest wielkim dziełem sztuki lub zwykłym śmieciem. Dla takich prac użył określenia "an anxious object”.

Zmieszałem ten zwrot z Tokio, w którym żyjemy.

Powiedziałem na ten temat dużo, ale nie obchodzi mnie, jak to rozumiecie lub jak tego słuchacie, jeśli tylko lubicie ten album.

Tytuł Spectre de mouse ma związek z "Spectres de Marx” (Widma Marksa) Jaquesa Derridy. Czy możecie powiedzieć nam coś więcej o tej specyficznej relacji?

Akira Kawasaki: Tytuł piosenki inspirowany jest książką, ale nie ma związku z jej treścią. Kiedy myślałem nad tytułem, chciałem opracować go na podstawie słów, składających się na koncept albumu – my, mieszkańcy Tokio, już dłużej nie wiemy, kim jesteśmy.

Co z nami, nie znającymi siebie samych? Możemy być jakimiś dziwnymi, nieludzkimi stworzeniami. Kosmitami? Nie, widmami!

Gubiłem się w upojeniach tego typu i nagle, podczas słuchania tej piosenki, naszła mnie wizja widm ludzi z Tokio z bladymi obliczami, zawisłymi między ściśle zmieszanymi budynkami.

W tym czasie czytałem "Spectres de Marx” Jaques’a Derridy i pomyślałem, że wizja, którą posiadam, i widma z tytułu książki zdają się być podobne. Wtedy wybrałem nazwę dla utworu, z niewielką zmianą: "Marx” na "Mouse”.

Tak więc "Spectres de Mouse” to "Widma, o których mówią mouse on the keys”, lub po prostu oznacza to, że mieszkańcy Tokio są widmami.

A tak na marginesie, trochę ciężko było mi zrozumieć tę książkę, więc przestałem ją czytać w połowie. Ale bardzo polubiłem tytuł.

Czy planujecie jakieś nowe wydawnictwa? Rozważaliście użycie innych instrumentów?

Daisuke Niitome: Mamy nadzieję, że wydamy nowy minialbum pod koniec 2010 roku lub na początku 2011. Inne instrumenty... może, a może nie. (uśmiech)

Czemu zdecydowaliście się odbyć trasę po Europie?

Daisuke Niitome: Najpierw zdecydowaliśmy się wydać nasze dwie płyty w Europie za pośrednictwem Denovali Records, potem pomyśleliśmy, że wypadałoby zrobić promującą je europejską trasę. Właściwie mówiliśmy o tym przez lata. Więc była to dla nas wspaniała okazja.

W Polsce zagraliście cztery koncerty: w Gdyni, Poznaniu, Krakowie i Wrocławiu. Podobało wam się granie w tych miastach?

Akira Kawasaki: Tak, bawiliśmy się bardzo dobrze. Publiczność była świetna w każdym miejscu w Polsce. Lokalizacje i w ogóle wszystko było dla nas po prostu wspaniałe, naprawdę!

Czy pomiędzy europejską a japońską publicznością są jakieś różnice? Czy coś was zaskoczyło?

Daisuke Niitome: Tak. Publiczności w Europie i Japonii różnią się od siebie. Japońska publika jest spokojniejsza, ale sądzę, że oni słuchają i oglądają występy bardzo uważnie. Europejska publiczność wygląda na bardziej podekscytowaną i ludzie głośno krzyczą, gdy występujemy. I zdecydowanie cieszyło nas, że mieliśmy okazję dla nich zagrać podczas naszej pierwszej europejskiej trasy. To było po prostu niesamowite.

Czy podczas europejskiej trasy przytrafiło wam się coś dziwnego lub zabawnego? Co chcielibyście szczególnie zapamiętać?

Daisuke Niitome: Jedliśmy mnóstwo kebabów.

Planujecie wrócić do Europy? W jakich innych miejscach chcielibyście zagrać następnym razem?

Daisuke Niitome: Tak, wrócimy do Europy pod koniec września. W Europie jest tyle różnych państw, a każde wydaje mi się nowe. Dlatego po prostu chcę odwiedzić mnóstwo miejsc, tak dużo, jak tylko będę mógł, bez względu na to, czy są duże czy małe.

Na koniec, proszę, przekażcie wiadomość dla naszych czytelników.

Wszyscy: Chcemy, żebyście przyszli na nasze występy i zobaczyli nas! Dodamy do naszego setu nowe piosenki i materiały. Dziękujemy za wasze wsparcie!


JaME pragnie podziękować Annie Jaruszek i Jakubowi Oratowskiemu za dostarczenie zdjęć z koncertu w Krakowie.
powiązane wydawnictwa
powiązani artyści
komentarze
blog comments powered by Disqus
powiązana galeria
reklamy