Bonjour Honeys!, czyli Versailles w Polsce

relacja - 15.10.2011 02:05

Pierwszy występ Versailles -Philharmonic Quintet- w Polsce odbył się w krakowskim klubie Kwadrat 10 października 2011 roku.

Kiedy muzycy weszli na scenę i zamiast podniesionych rąk publiczności zobaczyli morze czerwonych róż, musieli być pod sporym wrażeniem. Zapewne nie mniejszym niż fani na ich widok. Zachwyt był tym razem przynależny nie tylko publiczności, mogącej w końcu zobaczyć swoich idoli na żywo, lecz także i muzykom, którym zgotowano przepiękne powitanie.

Fani popisali się przed zespołem nie tylko na początku koncertu. Cały czas utrzymywali swoją energię na najwyższym poziomie - bez wytchnienia skacząc w trakcie piosenek, krzycząc zachęcająco do ukochanego zespołu, śpiewając wspólnie czy machając rękami uzbrojonymi w kwiaty. Na grupę czekał baner z napisem "BONJOUR HONEYS!", który KAMIJO całkiem słusznie skojarzył ze swoim osławionym występem sprzed lat, kiedy to jeszcze śpiewał w LAREINE. Ku radości wszystkich, z uśmiechem na ustach wykrzyczał w stronę publiki frazę z transparentu, a rozbawiony tłum z chęcią odpowiadał. O niezwykłe wrażenia z pierwszej wizyty zespołu w Polsce zadbał polski street team, który nie tylko zorganizował akcję z różami, ale również obdarował grupę podarkami w postaci flagi i wykonanego przez fanów albumu.

Zespół nie był dłużny. Koncert, który zagrał, spełniał wszystkie oczekiwania w nim pokładane. Muzycy pojawili się na scenie przy wtórze potężnej symfonicznej melodii, a transparent z nazwą trasy Holy Grail zupełnie przysłaniała kurtyna dymu. Wynurzające się z tej mgły postacie, wyglądające jakby zbiegły z planu filmu kostiumowego, powitały tłum. Zaraz też zaczęły grać pierwsze utwory MASQUERADE i ASCENDEAD MASTER. Przez cały koncert ciężko było oderwać od muzyków oczy, gdyż wyglądali jak z zupełnie innej bajki.

TERU w spodenkach a’la paź i długiej pelerynie oraz fryzurze przywodzącej na myśl jakąś postać z gry wideo, tryskał ogromną energią i entuzjazmem. Uśmiech nie znikał z jego twarzy, przez co gitarzysta zjednywał sobie serca widowni. A szczególnie zaskarbił sobie jej sympatię, kiedy na koniec powiedział z pełnym przekonaniem i szczerością "Dziękuję” w języku polskim. Jego partie na gitarze były ciężkie, lecz efektowne, ale wychodziły najlepiej, gdy mógł je zagrać wspólnie z HIZAKIm na środku sceny, stojąc oparty o jego plecy. Wtedy produkowane przez obu gitarzystów dźwięki idealnie się dopełniały, tworząc harmonijne kompozycje.

Sam HIZAKI okazał się wcieleniem gracji, co było dość ciekawe, zważywszy na fakt, że potrafił również całkiem nieźle machać głową w rytm muzyki lub zagrać mocne partie gitarowe. Miał na sobie białą suknię, jego gesty cechowała wytworność, a fryzura nie popsuła się nawet przy headbangingu, który wykonywał. Z jego powodu można było uwierzyć, że gitara to jak najbardziej naturalny atrybut każdej księżniczki. KAMIJO wielokrotnie podchodził do niego, obejmując go ramieniem, co za każdym razem wywoływało szalony pisk fanek.

Wokalista nie ukrywał swojej radości i wdzięczności wobec publiczności. Nieustannie uśmiechał się, zachęcał zebranych do wspólnej zabawy, skakania, machania rękami, kręcenia głowami. Często zabierał od publiczności róże - część odkładał na bok, inne przyciskał do piersi podczas śpiewania, a niektóre zaraz odrzucał w tłum. Jego postać w czerwonym surducie z bukietem w dłoni była widokiem, który na długo zapadł w pamięć. KAMIJO miał swoje sam na sam z fanami, kiedy wykonywał LOVE WILL BE BORN AGAIN. Reszta zespołu opuściła scenę, a artysta przy wtórze subtelnej melodii z taśmy śpiewał ckliwą balladę w języku angielskim.

Różne języki nie stanowiły dla niego problemu. Rozmawiał z publicznością po japońsku, angielsku i polsku, wtrącając czasem też zwroty francuskie. Zadbał o to, by umieć powiedzieć w naszym rodzimym języku m. in. "dobry wieczór", "dziękuję" czy "kocham cię". Kiedy jednak przerzucił się na japoński, wyznał, że jest w Polsce po raz pierwszy, ale spośród wszystkich państw, w których był w czasie światowej trasy, nasz kraj jest najlepszy.

Muzycy nie unikali też zachłannego dotyku swoich fanów. MASASHI posunął się nawet o krok dalej i rzucił w tłum, pozwalając się ponieść nieco w głąb sali. Został jednak zaraz opuszczony na ziemię - był za ciężki dla dziewcząt stojących pod sceną, ale TERU podał mu pomocną dłoń i wciągnął z powrotem na podwyższenie. Nowy basista Versailles sprawdzał się w swojej roli znakomicie. Był pewny siebie i zdawał się dobrze czuć w zespole, również fani przyjęli go z entuzjazmem.

Tylko YUKI ukrywał się cały czas w tyle sceny, przysłonięty perkusją, przykryty oparami dymu, niemalże niewidoczny poza momentem, gdy wyszedł na koniec pożegnać się z fanami. Zanim jednak nastąpiły pożegnania, było wiele utworów, nie tylko pochodzących z ostatniego albumu Holy Grail, lecz również starszych kompozycji, jak na przykład Libido czy The Red Carpet Day. Kończący główny set Faith & Decision pozwolił wszystkim muzykom popisać się swoimi umiejętnościami. HIZAKI zaczął go, składając ręce jak do modlitwy. Utwór trwał prawie piętnaście minut, rozwijał się powoli, dając każdemu członkowi zespołu czas na zagranie rozbudowanej solówki i stanie przez chwilę w centrum sceny. KAMIJO wrócił dopiero w dalszej części utworu i wykorzystał jego specyficzną budowę, by po raz kolejny przedstawić członków grupy, a każdego oklaskiwano należycie.

Zespół bisował dwukrotnie. Choć wywoływanie grupy szło publiczności dość niemrawo, nie kazała ona długo na siebie czekać i ochoczo zabierała się znów do grania. Jako pierwsze na bis zagrano Remember Forever, podczas którego KAMIJO poprosił o wspólne śpiewanie. Po tym występie fani zostali pochwaleni za to, jak wspaniałe brzmiały ich połączone głosy. Philię przyjęto z równie wielkim entuzjazmem, a tłum znów szaleńczo się rozskakał. Bis uświetniła też zabawa w "chłopców i dziewczynki”: KAMIJO najpierw poprosił, by swoim głosem popisali się panowie, a następnie na komendę "girls” żeńska część widowni zaczynała krzyczeć.

Ostatnim utworem tego wieczoru był The Revenant Choir. Tłum dał z siebie wszystko, by pożegnanie było dla zespołu równie warte zapamiętania, jak powitanie. Muzycy na scenie dobrali się parami, wykonywali swoje partie oparci o siebie plecami: KAMIJO z HIZAKIm oraz TERU z MASASHIm. Gitarzyści zostali wywołani raz jeszcze przez wokalistę; każdy po usłyszeniu swojego imienia zagrał krótkie solo, a potem wszyscy razem zebrali się na środku, by dokończyć dzieła. KAMIJO nie omieszkał jeszcze raz zaprezentować poszczególnych muzyków. O Jasmine You również nie zapomniano i uczczono jego pamięć jako "wiecznego członka" Versailles. Wzniesiona dłoń wokalisty była znakiem, by fani skierowali swoje spojrzenia i unieśli trzymane w rękach kwiaty w kierunku nieba. Na koniec przedstawił siebie i krzyknął: "Jesteśmy Versailles!”.

Podziękowaniom nie było końca, a "dziękuję" zostało wypowiedziane przez muzyków chyba we wszystkich znanych im językach, również po polsku. Fani również dziękowali zespołowi, skandując "a-ri-ga-to!", na co dostali odpowiedź "do itashimashite", co znaczy "nie ma za co”, wypowiedzianą przez wokalistę z rozbrajającym uśmiechem. Zespół bardzo długo pozostał na scenie, nie chcąc się rozstawać z polską publicznością. Na koniec cała piątka stanęła razem, chwytając się za ręce. Muzycy zachęcali publiczność, by zrobiła to samo, jednak tłum wolał tylko podnieść ramiona w górę. Wokalista poprosił: "Skoczmy razem", a wspólne wykonanie skoku definitywnie zakończyło koncert.

Skończył się jednak tylko występ na scenie, bo zespół wcale nie rozstał się tak szybko z publicznością. Pół godziny po koncercie można było spotkać się z muzykami, uścisnąć im dłonie, zamienić z nimi parę słów, a nawet przytulić. Członkowie zespołu nie wykazywali oznak zmęczenia, przebrani w eleganckie czarne stroje - HIZAKI w sukienkę, kabaretki i półbuty na obcasie - cierpliwie przyjmowali fanów. TERU, siedzący jako pierwszy, witał każdego radosnym "dziękuję!".

Chociaż Versailles swoim wyglądem dużo bardziej pasowałoby na przykład do komnat królewskich na Wawelu niż do Studenckiego Centrum Kultury "Kwadrat", to jego występowi nic nie można było zarzucić. Pod względem komunikatywności i podejścia do fanów muzycy zasługiwali na najwyższe pochwały. Na scenie prezentowali się przepięknie, a muzyka, którą zagrali, porwała tłum i dała dobry obraz tego, czym jest Versailles -Philharmonic Quintet-. Bez wątpienia i fani, i zespół wyniosą z tego koncertu piękne wspomnienia, które miejmy nadzieję zaowocują powtórką w przyszłości.


Setlista:

01. MASQUERADE
02. ASCENDEAD MASTER
-greeting-
03. Judicial Noir
-MC-
04. Libido
05. DESTINY - The Lovers –
-SE-
06. LOVE WILL BE BORN AGAIN
-SE-
07. THRESHOLD
08. DRY ICE SCREAM
-MC-
09. Vampire
10. The Red Carpet Day
11. Faith & Decision

Encore 1:
12. Remember Forever
13. Philia

Encore 2:
14. The Revenant Choir
powiązane wydawnictwa
powiązani artyści
powiązane koncerty i wydarzenia
Versailles -Philharmonic Quintet- 10/10

Versailles -Philharmonic Quintet-
Krakow - Poland
Kwadrat
komentarze
blog comments powered by Disqus
powiązane wątki

Versailles World Tour 2011 -Holy Grail-

powiązana galeria
reklamy
  • SYNC NETWORK JAPAN
  • euroWH
  • Chaotic Harmony