Wywiad z YAMĄ-B

wywiad - 22.03.2013 01:05

Były wokalista GALNERYUS opowiedział nam o swoich planach podboju Europy.

Po informacji o przyjeździe YAMY-B do Polski, która pojawiła się na początku stycznia, postanowiliśmy zasięgnąć więcej informacji u samego źródła, a także nieco przybliżyć czytelnikom sylwetkę tego świetnego metalowego wokalisty. Zdobył on popularność jako członek i założyciel znanej na całym świecie grupy GALNERYUS, a obecnie ma karierę solową oraz działa w projektach Gunbridge i Rekion. Zajęty przygotowaniami przed wyruszeniem do Europy, YAMA-B znalazł chwilę czasu, aby w mailowym wywiadzie odpowiedzieć nam na kilka pytań dotyczących swoich zakrojonych na szeroką skalę planów, obejmujących m.in. koncerty w kilku krajach i współpracę z zagranicznymi artystami.


Na początek, bardzo intryguje nas, co oznacza “B” w twoim pseudonimie?

YAMA-B: YAMA-B to pseudonim, który został mi nadany już w czasach szkolnych. Moje nazwisko brzmi "Yamaguchi", zaś Japończycy standardowo na osoby o takim nazwisku mówią "Yama". Tak się składa, ze nazwisko "Yamaguchi" jest bardzo popularne w Japonii, podobnie jak może "Kowalski" w Polsce, i w związku z tym w mojej szkole było wielu "Yamaguchich". Dla rozróżnienia zaczęto nas nazywać "Yamaguchi-A", "Yamaguchi-B", "Yamaguchi-C", a raczej krótko "Yama-A", "Yama-B", "Yama-C" itd. Mnie przypadło "Yama-B" i tak mi już zostało na cale życie.

Szerszej publiczności stałeś się znany jako wokalista GALNERYUS. Wiele osób zastanawia się, czemu wasze drogi się rozeszły - zwłaszcza że nie byłeś tylko założycielem tego zespołu, ale i współtwórcą jego piosenek.

YAMA-B: Już od samego początku różniliśmy się z Syu pod względem tego, co uznawaliśmy za dobrą melodię. Syu był fanem japońskich zespołów rockowych lat 80. i 90., takich jak X-JAPAN, ja natomiast lubiłem melodie piosenek z anime z lat 70. i 80. oraz słuchałem amerykańskiego i europejskiego heavy metalu.
Na początku działalności odmienny gust nie był dla nas problemem. Jednak wraz z kolejnymi wydanymi albumami różnice się pogłębiały. W pewnym momencie zespół, zamiast tworzyć muzykę, którą kocha, zaczął usilnie gonić za nowością, chciał brzmieć nowocześnie. Zwłaszcza Syu, który ma taka cechę, ze pod wpływem chwili podąża za nową inspiracją, zapominając o założeniach, stylu, dotychczasowej koncepcji. Ja wprost przeciwnie, jestem typem, który lubi trzymać się ustalonych zasad, założeń, koncepcji. Mam też na uwadze oczekiwania fanów, których poparcie jest dla mnie cenne.
Uważając, ze zarówno spontaniczne podejście Syu ma sens i racje bytu, jak i moja własna postawa ma swoją wartość, uznałem, ze zamiast naciskać i próbować narzucać jeden drugiemu swój pogląd, lepiej jest się rozstać, aby każdy miał szanse swobodnie realizować własną wizję i robić to po swojemu.

Praca w tak popularnym zespole, jak wszystko, ma swoje plusy i minusy. Co tobie osobiście podobało się najbardziej w byciu członkiem kapeli tego pokroju?

YAMA-B: Oczywiście, owoce współpracy z najlepszymi muzykami Japonii to majątek na cale życie. Doświadczyłem, co to znaczy być "na topie". Również współpracę z jedną z głównych wytworni japońskich wspominam jako luksus. Co również dla mnie cenne, to fakt, że w tych okolicznościach miałem możliwość szlifowania techniki wokalnej.

Z drugiej strony, obecnie działasz jako artysta niezależny. Czy nie brakuje ci czasem sił i czasu na samodzielne zajmowanie się wszystkim, nie brakuje ci osób, które zajęłyby się czymś za ciebie?

YAMA-B: Aby móc wykonywać pracę po swojemu, faktycznie trzeba się sporo natrudzić. W tej chwili jednak mam dodatkowo intensywnie pracującą menadżerkę, która też dodatkowo codziennie zarzuca mnie kolejnymi zadaniami. Ale nie skażę się! Przeciwnie, jestem bardzo wdzięczny i szczęśliwy. Kocham to, co robimy.

Przez pewien czas prowadziłeś zajęcia z nauki śpiewu - czy sam kiedyś też uczęszczałeś na takie zajęcia czy jesteś samoukiem?

YAMA-B: Jako wokalista metalowy mogę powiedzieć, ze jestem samoukiem.
Jednak na początku pewien instruktaż, jeżeli chodzi o technikę śpiewu klasycznego, otrzymałem od mamy, która prywatnie uczyła się wokalu. Mieliśmy zwyczaj rozmawiać na te tematy i śpiewać podczas kolacji.

Czy nadal zajmujesz się uczeniem? Co jest twoim celem jako nauczyciela śpiewu? Czy uczysz tylko śpiewu "heavymetalowego", czy też może trafiali ci się np. amatorscy wokaliści pop szukający porad w kwestii techniki emisji głosu?

YAMA-B: Tak, cały czas pracuję jako nauczyciel śpiewu w instytucie muzycznym w Osace. Uczniowie zgłaszający się do mnie mają różne motywacje, na ogół jednak są zainteresowani śpiewaniem muzyki metalowej. Jeżeli jednak kogoś nie interesuje metal, ale pop czy opera, to też nie jest to problemem, ponieważ pewne standardy techniki wokalnej są uniwersalne i przydają się w każdym gatunku.

Twój śpiewany angielski bardzo wyraźnie wyróżnia się na tle wielu japońskich wokalistów jako niemalże perfekcyjny. Skąd takie brzmienie? Czy uczyłeś się tego języka na lekcjach, czy też może kopiując zachodnich wokalistów?

YAMA-B: Zapewne o tym nie wiecie, ale w Japonii jest wielu wokalistów świetnie śpiewających po angielsku. Jeżeli chodzi o mnie, to w mojej wymowie jest jeszcze wiele do poprawienia. Angielskiego uczę się sam, nigdy nie miałem nauczyciela. Było dokładnie tak jak myślisz - słuchając piosenek w języku angielskim, starałem się naśladować wymowę.

Czy w codziennym życiu posługujesz się angielskim równie swobodnie jak śpiewając?

YAMA-B: Mój angielski jest bardzo slaby. Ale liczę, ze w najbliższym czasie będę miał okazje częściej go używać i dzięki temu zrobię postępy.

Czy nie obawiasz się, że bariera językowa i kulturalna może być utrudnieniem przy pracy i zdobywaniu popularności w Europie, a może postrzegasz to jako swoją zaletę?

YAMA-B: Z pewnością bariera językowa istnieje. Bardziej jednak mamy świadomość, że wybieramy się właśnie do zupełnie innego świata niż ten, w którym żyliśmy dotąd i jaki znamy. Ale jesteśmy pozytywnie do tego nastawieni. Liczymy, że to doświadczenie nas zainspiruje. Jest to dla nas wielka szansa.

Czy twoje korzenie są istotne dla ciebie jako artysty - czy uważasz się za artystę japońskiego, czy może po prostu za muzyka metalowego, który przypadkiem pochodzi z Japonii?

YAMA-B: Z dumą myślę o moim kraju. Jednak mam obawy, ze kiedy pojedziemy do innego państwa, być może do znudzenia będzie nam przypominane, ze jesteśmy Japończykami, aż będziemy mieli tego dość. Oczywiście, moim celem jest międzynarodowa działalność, jednak nienaturalne by było, gdybym zapomniał o swoim pochodzeniu. Nade wszystko jednak uważam się za osobę, która bardziej niż ktokolwiek na świecie kocha heavy metal!

Wśród swoich ulubionych artystów wymieniasz m.in. Kaia Hansena i Iron Maiden. Co ci się najbardziej podoba w ich muzyce?

YAMA-B: Kai Hansen jest wspaniałym muzykiem, który wykreował melodic power metal. Stworzył gatunek i to jest wielka sprawa! Iron Maiden są z kolei wielcy za zreformowanie rocka, za pomysł wyciągnięcia go z ograniczeń skali pentatonicznej. W ich liniach melodycznych jest wiele elementów skali diatonicznej. I to też uważam za duży postęp.

Inspirują cię tylko "klasycy” czy też może są jacyś współcześni artyści, których szczególnie podziwiasz?

YAMA-B: Z całą pewnością kocham klasyczny metal. Również teraz często go słucham i nadal mnie inspiruje. Jednak młodszych zespołów też lubię posłuchać. Np. podoba mi się Killswitch Engage albo niemiecki Caliban.

Czy wychowywałeś się na metalu, czy też jest to coś, co odkryłeś po latach poszukiwań swojego stylu?

YAMA-B: Kiedy tylko zacząłem słuchać muzyki europejskiej i amerykańskiej, od początku był to heavy metal. A to dlatego, ze w latach 80. metal był bardzo popularny i było wiele piosenek metalowych na listach przebojów. To były wspaniale czasy! Metal był w zasięgu ręki nawet dziecka.

Na stronie wśród twoich ulubionych artystów widnieje też m.in. Isao Sasaki, artysta głosowy i wykonawca wielu piosenek do anime - czy oznacza to, że jesteś fanem anime? Jeśli tak, to czy wolisz oldschoolowe seriale, jak te, do których piosenki nagrywał Isao Sasaki, czy też nadal odkrywasz nowe?

YAMA-B: W Japonii wszyscy wiedza, ze jestem wielkim fanem anime. W Tokio dwa razy do roku odbywa się wielka impreza związana z anime i mangą. Od kilku lat biorę w niej udział jako wystawca. Aby moc uczestniczyć w tym wydarzeniu jako wystawca, trzeba wygrać, zostać wybranym. Ja miałem wielkie szczęście, ze przez kilka ostatnich lat było mi dane w tym uczestniczyć. A swoją drogą - tak, lubię stare seriale, ale też trzymam rękę na pulsie, jeżeli chodzi o nowości.

Okładki do kilku płyt GALNERYUSa stworzył znany artysta Yoshitaka Amano. Czy w przyszłości chciałbyś jeszcze nawiązać podobną współpracę z nim lub też z innym ilustratorem?

YAMA-B: Jak doskonale wiecie, w Japonii jest wielu designerów wywodzących się ze świata mangi i animacji. Yoshitaka Amano jest jednym z nich. Myślę, że najbardziej kultową postacią, również za granicą, jest Mamoru Nagano. Gdyby to on mógł mi kiedyś zaprojektować okładkę albumu, to dopiero byłby nie lada zaszczyt!

Jesteś aktywnym muzykiem, na twojej stronie internetowej widnieją informacje o co najmniej kilku projektach, zarówno solowych, jak i z innymi muzykami. Zacznijmy od Rekion: w tym roku planujesz wydanie z tym projektem płyty - czy możesz nam powiedzieć coś więcej na ten temat?

YAMA-B: Jeżeli chodzi o Rekion, to w tym roku mam w planie wydanie kolejnego albumu. Jednak Rekion to dla mnie - można powiedzieć - poboczny projekt. Na dzień dzisiejszy najbardziej ekscytuje mnie projekt pod nazwą po prostu YAMA-B, w którym rozpoczynam współpracę z rożnymi artystami z całego świata. Już zapewne wysłuchaliście piosenki, która nagrałem ostatnio z norweskim super wokalistą PelleKiem, lada dzień powinniście usłyszeć moje nagrania z hiszpańskim zespołem Phoenix Rising, brazylijskim Opus V oraz argentyńskim kompozytorem Rodrigiem Diazem.

Z zespołem Gunbridge przyjeżdżasz niedługo na jakiś czas do Polski. Polska to dość niezwykły wybór na miejsce pracy dla zagranicznego artysty, czemu akurat nasz kraj?

YAMA-B: Głównym powodem jest fakt, ze naszą menadżerką jest Polka. Dodatkowo też uważam, ze Polska ma dobre położenie, akurat na bazę wypadową. Zaczynamy od Polski, ale chcemy też odwiedzić i inne kraje europejskie.

Z Polską wiążecie także inne plany - sesja zdjęciowa, występy, baza wypadowa do koncertów w Europie. Czy jednak pobyt tutaj ma być tylko pracą, czy może jest tu coś, co chcielibyście zrobić albo zobaczyć po prostu dla rozrywki?

YAMA-B: Naszym głównym celem są sprawy zawodowe, stawiamy je na pierwszym miejscu. Jednak słyszałem, ze macie piękne plaże nad Bałtykiem? Chciałbym wybrać się nad polskie morze. Koniecznie też chcę zobaczyć Warszawę i Kraków. Tradycyjne, stare miasta europejskie to widok, którego nie mamy możliwości podziwiać w Japonii.

Czy jest jakieś miejsce, w Japonii czy na świecie, w którym szczególnie chciałbyś wystąpić? Dla wielu artystów takim miejscem jest Budokan, Madison Square Garden czy Wembley, a jak jest w twoim przypadku? A może wolisz małe kluby?

YAMA-B: Najwspanialszym miejscem na Ziemi jest to, gdzie są ludzie, którzy zgromadzili się, aby posłuchać mojej muzyki. Nieważne, czy jest to duża, czy mała sala.

W grudniu ukazał się maksisingiel Gunbridge, jakie są twoje kolejne plany wydawnicze? Czy macie w planach nagranie pełnego albumu?

YAMA-B: W tym roku, jak zapowiedziałem, planuje wydać album Rekion, pojawią się też pierwsze single projektu YAMA-B.

W planach masz koncert w Londynie - czy możesz nam już zdradzić więcej szczegółów na ten temat? Będzie to koncert Gunbridge czy YAMY-B? Zaprosisz na scenę gościnnych muzyków, np. PelleKa?

YAMA-B: Dostałem zaproszenie od organizatorów London Anime Con. Impreza ta odbędzie się w dniach 20 i 21 lipca i ja mam wystąpić dwukrotnie podczas obydwu dni. Będę wykonywał zarówno piosenki własne oraz z repertuaru zespołu GALNERYUS, jak i niektóre popularne piosenki anime.

W jaki sposób godzisz pracę w tylu projektach? Rozumiem, że nie wszystkie są aktywne w tym samym czasie, czy możesz nam jednak powiedzieć, dlaczego jest ich tyle – czy to dlatego, że dają ci możliwość grania innej muzyki, pracy z innymi artystami? Czy możesz nam w skrócie powiedzieć, czym się od siebie różnią?

YAMA-B: Nie wydaje mi się, aby było ich aż tak wiele! Mój główny projekt to Gunbridge. Śpiewam w nim po angielsku i moim celem jest dotarcie do międzynarodowej publiczności. Rekion, jak wcześniej powiedziałem, to dla mnie projekt poboczny, nie poświęcam mu wiele czasu ani uwagi i nie zamierzam poświęcać. Jedyną nowością jest projekt YAMA-B, który z założenia nastawiony jest na poszukiwanie nowej jakości, eksperymentowanie i on mnie ekscytuje, zamierzam się w niego zaangażować.

Poza byciem wokalistą, grasz też na gitarze, basie, klawiszach oraz perkusji i wykorzystujesz te umiejętności przy nagrywaniu muzyki swoich solowych projektów. Skąd taka wszechstronność - czy uczyłeś się gry na nich w młodości, poszukując dobrego dla siebie instrumentu, czy też nauczyłeś się na nich grać dopiero po rozpoczęciu kariery solowej, aby mieć kontrolę nad całym procesem aranżowania i nagrywania?

YAMA-B: Zacząłem grać na wielu instrumentach w przekonaniu, że prościej, szybciej i pewniej jest zrobić coś samemu, niż szukać odpowiednich ludzi, których można by o to poprosić. Niewątpliwie dużo czasu poświęciłem na nabywanie umiejętności i stosunkowo pewnie czuję się, grając na gitarze. Na scenie poza wokalem jestem odpowiedzialny za bas i keyboard, więc tu szczególnie musiałem ćwiczyć, aby osiągnąć precyzję. Jeżeli jednak chodzi o perkusję, to moje umiejętności nie przekraczają poziomu podstawowego. W przypadku nagrywania albumów solowych uciekałem się do programowania komputerowego.

Skąd w ogóle pomysł wyjazdu za granicę i współpracy z zagranicznymi artystami?

YAMA-B: Wiele pomysłów pochodzi od mojej polskiej menadżerki. W tej chwili stopniowo wprowadzamy je w życie. Ten wywiad jest też jednym z takich kroczków!

Co możesz nam o powiedzieć o japońskiej scenie metalowej?

YAMA-B: Na japońskiej scenie metalowej króluje obecnie moda na żeńskie zespoły, ten trend zwany jest Jyo-metal. Obecnie firmy płytowe są szczególnie zainteresowane kontraktami z żeńskimi zespołami.
Od dawna popularny jest też nurt visual kei. Niemniej, mimo że pod względem muzycznym zespoły visual kei to często po prostu metal, to jednak w Japonii jest to uważane za odrębny gatunek. Co więcej, nurt ten ma całkiem odrębną rzeszę fanów i tak na przykład "prawdziwi" fani metalu nie uznają zespołów visual kei i na odwrót. Jeżeli chodzi o scenę metalową, to czołowa pozycja mojego byłego zespołu GALERYUS wydaje się być niezachwiana. I pomimo że nie jestem już jego członkiem… cieszy mnie to!

Na koniec, czy chciałbyś coś jeszcze przekazać swoim europejskim fanom?

YAMA-B: Drodzy czytelnicy! To jest nasza pierwsza zagraniczna trasa koncertowa, a jednocześnie pierwsza w życiu zagraniczna podróż. Bardzo chcemy pogłębiać nasze kontakty z Europą, zamierzamy dać z siebie wszystko, ale jednocześnie ogromnie potrzebujemy waszego poparcia, waszej przychylności! Bardzo prosimy, bądźcie z nami!


Serdeczne podziękowania dla menadżerki YAMY-B, Doroty "Niki" Janiszewskiej, za organizację oraz tłumaczenie wywiadu!

Zainteresowanych odysłamy na profil Yamy-B na Facebooku.
powiązani artyści
komentarze
blog comments powered by Disqus
powiązana galeria
reklamy
  • euroWH
  • SYNC NETWORK JAPAN
  • Chaotic Harmony