DEATHGAZE we Wrocławiu

relacja - 21.07.2013 02:05

DEATHGAZE świętowało swoje dziesięciolecie fantastycznym koncertem na polskiej ziemi.

Polskie sceny widziały już japońskie zespoły wszelkiej maści, ale grupy z gatunku Nagoya kei do tej pory u nas nie było. Okazuje się jednak, że wyczekiwano takowej z niecierpliwością. Pośród publiczności, liczącej około dwustu osób, słychać było komentarze świadczące o tym, że większość przyszła z pełną świadomością "na świetny zespół”.

Koncert rozpoczęła ściana dźwięku, nie było czasu jednak na zadumę nad pędzącą perkusją, łomoczącym basem i ciężkimi gitarami, bo trzeba było skakać. Skakać i szaleć - to myśl przewodnia całego tego koncertu. Przez cały wieczór niewiele było chwil wytchnienia, ale powiedzmy sobie szczerze - DEATHGAZE przyjechało nie po to, by odpoczywać, a żeby wycisnąć z polskiej publiczności ostatnie poty, by fani wyszli z koncertu, słaniając się, ale i czując w sobie radość, jaką wywołują te jedyne w swoim rodzaju występy.

Myślicie pewnie - radość? Toż poszłaś na koncert zespołu z nurtu Nagoya kei: mrocznego, tajemniczego, grającego ciężką muzykę o metalowym posmaku. Owszem, ale zabawnych momentów nie brakowało, sam zespół również nie starał się być specjalnie mroczny. Ai szczerzył się do publiczności nieustannie; z blond czupryną, czerwoną szminką (którą zjadł już po drugiej piosence) i czarnymi "zaciekami" na brodzie, będącymi wizytówką DEATHGAZE (które też zostały niemal doszczętnie zlizane już w połowie koncertu), wyglądał jak lew z logo wytwórni filmowej Metro Goldwyn Mayer. Kompletu dopełniała koszulka w panterkę i skórzana spódnica, której obecności zapewne wiele osób nie było świadomych, gdyż scena we wrocławskim Firleju jest bardzo niska. Reszta muzyków ubrała się na czarno, a ich twarze zdobiły malownicze czarne zacieki.

Wygląd wyglądem, ale nie po to przyszło się na ten koncert. Spragniona mocnych dźwięków, growlu i "hałasu” publiczność z zapamiętaniem oddawała się headbangingowi, skakaniu i ogólnemu szaleństwu. W pewnym momencie wywiązało się nawet pogo, jakiego nie można było zobaczyć nawet na koncercie DIR EN GREYa. Publiczność zdecydowanie dawała z siebie wszystko, dzięki czemu i zachwycony zespół nie szczędził sił. Zabójcze tempo koncertu momentami utrudniało rozpoznawanie poszczególnych utworów, które zlewały się w jeden ciąg potężnych blastów, ciężkich dźwięków gitar i growlów. Swoje ulubione kawałki publiczność rozpoznawała jednak bezbłędnie, reagując jeszcze bardziej żywiołowo. Tak było na przykład podczas paranoide parade, kiedy to wszyscy wspólnie krzyczeli tytułową frazę i fantastycznie poruszali się do rytmu.

Imponujący growl Aiego to jednak nie koniec jego możliwość wokalnych. Jego naturalny głos jest naprawdę świetny i ma oryginalną barwę, dlatego momenty, w których wokalista śpiewał "normalnie”, były szczególnie zachwycające (mimo że czasem nieco zagłuszone przez instrumenty). Taki wyjątkowy popis wokalny stanowiło forsaken zagrane mniej więcej w połowie koncertu. Była to chwila na wytchnienie dla publiczności, która wsłuchała się w ten szczególnie ładny utwór. Następujący po nim Malice również miał wspaniały nastrój i zachwycał pięknym śpiewem wokalisty, w którym było coś chwytającego za serce.

Zespół miał fantastyczny kontakt z publicznością, momentami może nawet zbyt bliski. Ai wielokrotnie nachylał się nad tłumem, a w takich momentach dłonie fanek wędrowały po całym jego ciele i twarzy. Kilkakrotnie muzyk próbował rzucić się w publiczność, mając nadzieję, że zostanie przez nią poniesiony, co niestety przypłacił bliskim spotkaniem z firlejową podłogą. W pewnym momencie, chcąc wyciągnąć w stronę fanów mikrofon, jakimś dziwnym trafem całkiem go stracił. Ai z niesamowitą radością obserwował, jak wędruje od osoby do osoby. Fani wykrzykiwali słowa piosenki i przekazywali sobie mikrofon dalej. Kiedy w końcu wrócił on do rąk wokalisty, ten zachwycony udanym eksperymentem przekazał go znowu ludziom, a w stronę kolegów z zespołu tylko rozłożył ręce, co mogło znaczyć: "nic na to nie poradzę, to takie fajne”. Pod koniec części głównej koncertu Ai wyciągnął podpisaną przez fanów polską flagę i założył ją sobie na ramiona. Po pewnym czasie owinął ją Kosuke wokół szyi. Zachowanie muzyków wskazywało na to, jak dużym i pozytywnym zaskoczeniem był dla nich koncert w Polsce.

Jednakże ze względu na to, że Ai jest niezwykle charyzmatycznym wokalistą, praktycznie ukradł całą scenę dla siebie, czasem tylko pozwalając reszcie muzyków dać się zauważyć, np. podstawiając im mikrofon pod usta, by mogli wykrzyczeć frazę czy dwie. Naoki, Takaki i Kousuke prawidłowo zaprezentować mogli się dopiero na początku bisu, kiedy miała miejsce solówka perkusyjna. Do Naokiego, którego imię publiczność głośno skandowała, dołączyli potem obaj gitarzyści, a każdy krzyknął parę słów do fanow. Sam perkusista obwieścił, zachwycony żywiołową reakcją na jego niewiarygodnie szybkie blasty, że kocha wszystkich zgromadzonych. Później muzycy zostali raz jeszcze przedstawieni przez wokalistę, który w ten sposób wybrnął z kłopotliwego sytuacji, gdy został poproszony o mówienie po angielsku zamiast japońskiego, którym przez cały czas się posługiwał podczas rozmów z publicznością.

Kiedy skończył się główny set, od razu zaczęły się wołania o bis, a zespół nie dał na siebie długo czekać. Narzucił tylko trasowe koszulki (które się całkiem wyprzedały, ale organizatorzy gorąco zachęcali, żeby pojechać do Wiednia i zakupić je podczas tamtejszego występu) i od razu wyszedł na scenę. Bis zaczął się od wspomnianego instrumentalnego popisu trzech muzyków, po czym powrócił Ai. Po makijażach w większości niewiele zostało, jednakże energii muzykom zdecydowanie nie brakowało i dalej grali z niezrównaną mocą. Pierwszą bisową piosenką było wspaniałe THE END z solówką Takakiego. Jako następne zespół zagrał DECADE, utwór związany z dziesiątą rocznicą zespołu obchodzoną w tym roku. Po tej chwili zadumy można było wrócić do łomotu i growli w utworach I’m broken baby, lichtsäule oraz Yami ni ame fukaishita sekai.

Podczas bisów Ai znów wylądował w publiczności, ale tym razem nie chciał tak szybko się ewakuować. Stał pośród zachwyconych fanów, pozwalając się dotykać i z niemałym trudem kontynuując piosenkę. Kiedy w końcu wyswobodził się z objęć fanek i został wyciągnięty z powrotem na scenę, na nosie miał zdobyczne okulary od jednej z osób z publiczności. Dośpiewał w nich do końca utwór, a potem zwrócił właścicielce. To niezwykłe, jak ciepłe i otwarte podejście do fanów mieli muzycy i na jak wiele im pozwalali.

Nie dało się ukryć, ze zespołowi się podobało i nie chciał on opuszczać sceny. Ai kilkakrotnie groził, że następna piosenka będzie ostatnią, ale jakoś nie udawało mu się tych gróźb wypełnić. W efekcie zespół zagrał kilka kawałków więcej, co może być dla nas znacznym wyróżnieniem. Koncert był niezwykle udany, wszelkie niedociągnięcia nagłośniowe można było wybaczyć, bo nic innego nie zawiodło. Wspaniała była także publiczność, która pokazała, jak potrafią bawić się Polacy. Wszystko to - świetna muzyka, podejście muzyków, dobra zabawa - złożyło się na najlepszy japoński koncert tego roku.


Setlista:
01.CREATURE
02.DEAD BLAZE
03.ALLURE
04.RING THE DEATH KNELL
05.VICE
06.NEWBORN
07.DOWNER
08.SORROW
09.forsaken
10.MALICE
11.CRASH DOWN
12.paranoid parade
13.UNDEAD FACT
14.Shisakura
15.domestic pig #1013
16.abyss
17.genocide and mass murder

Encore:
-DRUM SOLO & BASS SESSION-
18.IRIDIZE DREAM
19.THE END
20.DECADE
21.CHAOS
22.I'm broken baby
23. lichtsäule
24. Yami ni ame fukaishita sekai.



Podziękowania dla Juliena Chantome z Torpedo Productions za udostępnienie setlisty z koncertu. UWAGA: nie uwzględniono w niej dodatkowych piosenek zagranych przez zespół na bis.
powiązani artyści
powiązane koncerty i wydarzenia
DEATHGAZE 12/07

DEATHGAZE
Wrocław - Poland
Firlej
komentarze
blog comments powered by Disqus
powiązana galeria
reklamy